KOMIKS 

Shazam! – dramaty dziecięce i antyczna magia [recenzja] [komiks]

Shazam, wcześniej znany jako Kapitan Marvel, jest bohaterem w Polsce praktycznie nieznanym. W ramach Nowego DC Comics postanowiono opowiedzieć jego historię na nowo – wyszła nad wyraz dobrze – a sama postać jest o tyle interesująca, że wiąże się z nią wiele ciekawych anegdot.

Kapitan Marvel został wymyślony na potrzeby superbohaterskiej linii komiksów wydawnictwa Fawcett, zainspirowanej sukcesami Batmana i Supermana, a stworzyli go w 1939 r. scenarzysta Bill Parker i rysownik C.C. Beck. Bohater szybko zyskał na uznaniu, będąc w latach 40. najpopularniejszym komiksowym herosem, prześcigając pod względem sprzedaży samego „Supermana”. To wzięcie zaowocowało rozszerzeniem franszyzy o kolejne postacie o identycznych mocach, a także aktorskim serialem „Adventures of Captain Marvel”, który był pierwszą historyczną adaptacją komiksu superbohaterskiego.

Shazam! jest zaklęciem dzięki któremu nastolatek, Billy Batson, potrafi zmienić się w posiadającego magiczne zdolności osiłka, a jednocześnie skrótowcem zdradzającym skąd czerpie swoje moce – mądrość od Salomona, siłę od Herkulesa, wytrzymałość od Atlasa, potęgę od Zeusa, odwagę od Achillesa, i szybkość od Merkurego. Jego znakiem rozpoznawczym jest piorun, a zadaniem ochrona magicznej równowagi na świecie.

Scenarzyście udało się opowiedzieć bardzo emocjonującą historię, ale nie ze względu na pojawiającą się w niej typową superbohaterską akcję, tej jest naprawdę niewiele, a z uwagi na położenie większego nacisku na wątki obyczajowe.

Popularność Kapitana Marvela trwała do 1953 r. kiedy to DC Comics wygrało proces o plagiat, twierdząc, że ich bohater jest pod wieloma względami kopią Supermana.  Przygody Billy’ego Batsona zniknęły z rynku na dwadzieścia jeden lat, aż do momentu kiedy to znowu interweniowało DC Comics, wykupując prawa do Marvela i inkorporując go do swojego uniwersum. Od tego czasu bohater przeżywał swoje wzloty i upadki, i ostatecznie wraz z nastaniem Nowego DC Comics oficjalnie przemianowano go na Shazama (obawiając się pozwu ze strony wydawnictwa Marvel, które w garniturze swych postaci posiadała już kilku Kapitanów Marvel), a także zaprezentowano jego uwspółcześnioną genezę.

O tym jest właśnie album „Shazam!” Geoffa Johnsa, o trudnych i dramatycznych początkach narodzin nowego bohatera, o powrocie magii do świata współczesnego, zadawnionych konfliktach i niełatwym losie osieroconych dzieciaków. Scenarzyście udało się opowiedzieć bardzo emocjonującą historię, ale nie ze względu na pojawiającą się w niej typową superbohaterską akcję, tej jest naprawdę niewiele, a z uwagi na położenie większego nacisku na wątki obyczajowe. Billy Batson w jego interpretacji to gówniarz z prawdziwego zdarzenia: pyskaty, zadziorny, buntowniczy i skory do bijatyk, ale buzujące w nim uczucia zostały bardzo ładnie podbudowane wydarzeniami z jego przeszłości, a nie wciśnięte na siłę, „bo tak ma być”. Jego relacje z bliskimi: opiekunką w sierocińcu, nowymi przybranymi rodzicami, braćmi, siostrami i szkolnymi łobuzami są jak starcia przeciwstawnych żywiołów walczących o dominację. Johns naprawdę się postarał aby wyglądały wiarygodnie i obchodziły czytelnika.

Zdobywanie supermocy, pojawianie się złych przeciwników, radzenie sobie z przeciwnościami losu to elementy też lekko wychodzące poza schemat gatunku. Umiejętnie wplecione w wątki obyczajowe, z czasem mocno na siebie oddziałują, zrastają i jako całość tworzą świetną mieszankę. Johns przyprawia je jeszcze odrobiną humoru, dziecięcą naiwnością, wciągającą narracją, fajnymi postaciami drugoplanowymi i proszę bardzo, mamy najlepszy album z Nowego DC Comics wydany do tej pory w Polsce.

Shazam okazuje się być bohaterem dość nietypowym, ot dzieciak w ciele umięśnionego dorosłego, sytuacja przywodząca na myśl film „Zwariowany piątek” z Jodie Foster, w której niedoświadczony, kapryśny młokos musi stawić czoło światu dorosłych. W przypadku komiksu nie do końca jest aż tak wesoło, bo dodatkowo trzeba przeciwstawić się starożytnemu złu i równie silnemu przeciwnikowi, ale nauki z całego zajścia wychodzą bardzo podobne.

Graficznie album prezentuje się bardzo atrakcyjnie. O ile w „Batman: Ziemia jeden” rysunki Gary’ego Franka nie specjalnie przypadły mi do gustu, tutaj sytuacja zupełnie się zmienia. Całość wydaje się być znacznie lepiej dopracowana, dużo tu szczegółów, wiele uwagi poświęconej na dopieszczenie detali, kompozycja plansz bardziej przemyślana. Ogląda się to z wielką przyjemnością i przyznaję, że ilustracje to też duży atut tego albumu.

„Shazam!” to kawał bardzo dobrego komiksu superbohaterskiego, który próbuje podążać śladem „Invincible’a” Kirkamana. Szkoda, że to tylko one-shot, ale dla uniwersum DC bardzo ważny, bo prowadzący do wydarzenia pod nazwą „Wieczne zło”, które rozpocznie się na łamach „Ligi Sprawiedliwości”. Tam też Shazam będzie jedną z głównych postaci dramatu i mam tylko nadzieję, że Johns nie spieprzy tego co zbudował w tym albumie.

Amoureuxdulangage
Poprzedni

Ile kosztuje moralność?

Monolith Films
Następny

Sinister 2 - krwawa jatka i demoniczne dzieci [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz