KOMIKS 

Sherlock Holmes i wampiry Londynu #2: Umarli i żywi – prosta historia w sensacyjnym stylu [recenzja]

Najlepszy detektyw na świcie kontynuuje starcie z nieoczekiwanym w jego świecie logiki i poukładania wrogiem. Szkoda, że jest to potyczka zupełnie wyprana z emocji i charakterystycznych dla kryminalnych przygód Holmesa motywów.

W albumie „Zew krwi” rozgrywającym się po wydarzeniach nad wodospadem Reichenbach,  ukrywający przed światem swą tożsamość Sherlock zostaje wytropiony przez stowarzyszenie bardzo brutalnych wampirów, które zmuszają go, pod groźbą zgładzenia Watsona i jego żony, do rozwiązania sprawy renegata imieniem Chanes. Detektyw szybko wpada na trop odszczepieńca, dochodzi do konfrontacji i w pewnym sensie zmiany stron, która dokonuje się już na początku albumu drugiego. Holmes za cel stawia sobie likwidację całej społeczności krwiopijców, a pomóc ma mu w tym jego niezawodny intelekt oraz nieoczekiwany sojusznik.

Raz, że nie ma tu miejsca na faktyczne zaskoczenia, całość można przewidzieć na kilka kroków wprzód, a dwa, emocji tu tyle co w plastikowej figurce.

Sylvain Cordurie prowadzi czytelnika od jednego punktu fabuły do drugiego jak dziecko za rączkę. Raz, że nie ma tu miejsca na faktyczne zaskoczenia, całość można przewidzieć na kilka kroków wprzód, a dwa, emocji tu tyle co w plastikowej figurce. Na dodatek scenarzysta serwuje kilka niepotrzebnych, zupełnie nie popychających naprzód fabułę scen, stanowiących jedynie zbędny zapychacz (mowa tutaj o akcji królewskich wysłanników i późniejsza wizyta o Królowej). Sam Sherlock wypada równie blado co fabuła. Podobnie jak w poprzednim tomie jego umiejętności dedukcyjne w ogóle nie są wykorzystywane, a śledztwo to feeria pogoni, pościgów i (o dziwo) wybuchów, które niespecjalnie pasują do tej postaci. Sytuacji nie ratują też motywy działania głównego adwersarza, okazują się być płytkie, a jego historia, wyjęta wprost z „Wywiadu z wampirem”, rzewna i zupełnie nieprzekonująca.

Jednym z niewielu plusów tej mini-serii są rysunki Vladimira Krstic-Laci, który w sposób urzekający kreśli zarówno mroczne i obskurne uliczki Londynu jak i pięknie wystrojone bądź ascetyczne wnętrza pałaców. Pełne detali i bogate w drugi plan kadry w połączeniu z mroczną, ziemistą kolorystyką sprawiają, że grafika jest atrakcyjna dla oka i stanowi najmocniejszy punkt albumu.

Szkoda, że zabawa z popkulturą, próba połączenia dwóch zupełnie odmiennych, ale równie popularnych światów, zupełnie się nie powiodła. „Sherlock Holmes i wampiry Londynu” to prosta opowiastka w stylu filmów sensacyjnych, która nosi wszelkie znamiona produktu odlanego ze sprawdzonej ale przestarzałej formy. Ciekaw jednak jestem czy Sylvainowi Cordurie i innym scenarzystom tworzącym przygody literackich postaci z serii „1800”, która liczy już ponad czterdzieści albumów, udało się w innych tomach osiągnąć zamierzony cel.

Monolith
Poprzedni

Ta nasza młodość - Ben i Naomi żegnają się z młodością [recenzja]

Albatros
Następny

Oko Boga – historia, science-fiction i maksimum akcji [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz