KOMIKS 

Silas Corey #3 – Testament Zarkoff 1/2 – udany miks historii i sensacji [recenzja]

Powraca jedna z najciekawszych frankofońskich serii komiksowych. Jej tytułowy bohater to były dziennikarz, który po traumatycznych przeżyciach na polach bitewnych Pierwszej Wojny Światowej staje się cynicznym i skutecznym w działaniach człowiekiem do wynajęcia. W „Testamencie Zarkoff” wplątuje się w kolejną, szemraną intrygę, która podobnie jak afera szpiegowska z poprzednich tomów, z pewnością będzie go sporo kosztować.

Zaskakuje już sam początek komiksu. Oto zakończyła się Pierwsza Wojna Światowa. Wydawało się, że twórcy będą długo korzystać z atrakcyjnej scenerii międzynarodowych zmagań, ale widać nie zamierzali iść na łatwiznę. Wszyscy radują  się z zakończenia długoletniego konfliktu, wszyscy oprócz Silasa. Mierzi go zachowanie ludzi, uważa je za tańczenie na mogiłach. W takich chwilach ujawnia się jego wrażliwa natura, ukryta za maską cynizmu i arogancji. Sam, zamiast fetować, nurza się w urokach półświatka, prowokuje i ryzykuje, balansując na krawędzi życia i śmierci. Co będzie robił po zakończeniu wojny? Cóż, dla takich jak on zawsze znajdzie się jakaś fucha. Czasy nadal są niespokojne, Europa kipi od konfliktów, społeczeństwa ogarnia gorączka socjalistycznych i narodowościowych idei. W tym tyglu nadciąga wydarzenie, które może mieć naprawdę wybuchowe konsekwencje. Dni znanej z poprzednich części madame Zarkoff, europejskiej potentatki handlu bronią, są policzone. Jest śmiertelnie chora, wokół niej zlatują się sępy czyhające na jej majątek, ale starsza pani zaskakuje wszystkich. Okazuje się, że starsza pani ma prawnego spadkobiercę, o którym nikt dotąd nie słyszał. Gdy rozchodzi się wieść o tym niepożądanym przez wielu fakcie, wiadomym się staje, że życie tego człowieka właśnie zawisło na włosku.

Jak Silas wplątał się w tę historię?  Otóż do jego rąk trafiły dokumenty prywatnego detektywa, którego zadaniem było odszukać niegdyś porzuconego przez madame Zarkoff dziedzica. Umierający  detektyw, przed wydaniem ostatniego tchnienia wypowiada do Nama, azjatyckiego sługi Silasa tajemnicze, enigmatyczno brzmiące słowa, po których bohaterowie wkrótce wyruszają do dworu madame Zarkoff. Czytelnik z początku ma wrażenie, że to tam właśnie nastąpią najważniejsze dla fabuły rozstrzygnięcia, ale twórcy mają jeszcze niejednego asa w rękawie. Historia tak naprawdę dopiero się  rozkręca, a główny bohater będzie musiał wyruszyć na niezwykle niebezpieczną misję.

Można było mieć pewne zastrzeżenia co do rozwoju nieco zagmatwanej intrygi z poprzedniej dylogii „Silasa Coreya”, natomiast nic złego nie da się powiedzieć o pierwszej odsłonie „Testamentu Zarkoff”, tu fabuła poprowadzona jest po prostu bezbłędnie.

Bardzo ciekawym zabiegiem jest tu sama pogoń za postacią, której w pierwszej odsłonie tej dylogii nie jest dane nam poznać, informacje o niej pojawiają się jedynie w reminiscencjach pobocznych bohaterów.  Poszczególne grupy poszukujące  dziedzica madame Zarkoff nie przebierają w środkach, przez co komiks dość szybko z typowej, przygodowo-awanturniczej opowieści zmienia się w ponurą, sensacyjną historię. Wydawałoby się, że ten właśnie gatunek wymaga zastosowania realistycznej kreski, ale nic bardziej mylnego. Postacie są tu trochę cartoonowe, olśniewa bogata paleta barw o różnorodnych, w zależności od miejsca akcji odcieniach, trafiają się nawet ekspresyjne szarże. Te wszystkie rysownicze zabiegi doskonale współgrają z emocjonującą fabułą, budują jej wiarygodność i oddają ducha tamtych niespokojnych czasów. Można było mieć pewne zastrzeżenia co do rozwoju nieco zagmatwanej intrygi z poprzedniej dylogii „Silasa Coreya”, natomiast nic złego nie da się powiedzieć o pierwszej odsłonie „Testamentu Zarkoff”, tu fabuła poprowadzona jest po prostu bezbłędnie. Twórcy bardzo umiejętnie wpletli ją w ciekawe, historyczne realia, na tle których dwoi się i troi główny bohater. I choćby nie wiem jak bardzo ukrywał pod maską cynika swoją szlachetność, to i tak czytelnicy wiedzą swoje i nie przestaną wiernie mu kibicować.

Czarna Owca
Poprzedni

Millennium #4: Co nas nie zabije – Przyszłość jest dziś [recenzja]

cbgb1 kopia
Następny

PRZEZ STANY POPŚWIADOMOŚCI – DZIENNIK POKŁADOWY (III)

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz