KOMIKS 

Souichi i jego głupie klątwy – Junji Ito w wersji light [recenzja]

Jeden z najważniejszych przedstawicieli japońskiego horroru, Junji Ito, w „Souichim i jego głupich klątwach” pokazuje się nieco z innej strony. Tym razem grozę wykorzystuje nie do prezentowania obrzydlistw, a do zabawy konwencją w rytmie satyry i czarnej komedii.

Tytułowy Souichi to najmłodszy członek rodziny Tsujii – wycofany, aspołeczny dziesięciolatek, który nijak nie pasuje do swojej familii. Całymi dniami siedzi zamknięty w pokoju, nieustannie wagaruje, dokucza starszemu rodzeństwu i kolegom z klasy, a co najgorsze, nie ma na niego rady. Ale to, że jest nieznośnym bachorem to jeszcze pół biedy, bo to małe diablę posiada nadnaturalną moc, dzięki której jego psoty nabierają niepokojącego wymiaru. Nocami rzuca klątwy, tworzy laleczki voodoo, ożywia zmarłych, wysysa z ludzi energię, a w tym wszystkim jest niezwykle skuteczny bo napędza go krystalicznie czysta zawiść.

Junji Ito w „Souichim…” tworzy modelowy przykład małomiasteczkowej japońskiej społeczności, w której każdy jest do bólu miły, uczynny i sympatyczny. W te nienagannie pracujące tryby wrzuca zgniłe ziarno, które burzy jej sielankowy spokój. Mały urwis jest w gruncie rzeczy przerażający, ale jego najbliższe otoczenie jakby nie dostrzega związku między dziwnymi wydarzeniami a jego osobą. Nielicznym się to udaje, ale próby powstrzymania zakały  spełzają na niczym, a upokorzenia, które mu serwują, napędzają go jeszcze bardziej.

Autor wszystkie wydarzenia z udziałem hultaja traktuje jako dobrą zabawę i okazję do satyrycznego, przejaskrawionego spojrzenia na swoich rodaków. Punktuje ich krótkowzroczność, przywiązanie do logicznego myślenia i nadmierną ufność. Wykorzystuje do tego wyłącznie czarny humor i odrobinę nadnaturalności, co czyni z „Souichiego” jedną z najlżejszych gatunkowo pozycji Ito. Nie uświadczymy tu obrzydliwych transformacji, onirycznej, dusznej atmosfery, wymyślnych zgonów i pomysłów wyciągniętych prosto z piekła. Za to więcej tu absurdu, groteski, a nawet szczęśliwych zakończeń.

Oczywiście, jak to u Ito bywa, nie poznamy do końca tajemnicy Souichiego. Autor pozostawia mnóstwo nieodkrytych tropów i domysłów, które będziemy musieli samodzielnie sobie wyjaśnić i zinterpretować. Pod tym względem jego manga niczym nie różni się od poprzednich, bo tajemnica pozostaje tajemnicą, a przyczyna wydarzeń jest odległa i nieuchwytna.

solace_poster
Poprzedni

Solace - prawie Siedem część druga [recenzja]

fanpop
Następny

Alan Rickman - gdy milknie głos Boga

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz