KOMIKS 

Sprycjan i Fantazjusz: Australijska przygoda – gangsterzy są okrutni [recenzja]

“Sprycjan i Fantazjusz” obok m.in. “Asterixa”, “Lucky Luke’a”, “Tintina” i “Smerfów” to żelazny kanon humorystycznego komiksu frankofońskiego. Ilością wydanych albumów ustępuje tylko temu drugiemu, a popularnością dorównuje każdemu z nich. Dobrze, że wreszcie trafił do Polski.

Pierwszy odcinek serii o Sprycjanie ukazał się w 1938 r. inaugurując jednocześnie pierwszy numer legendarnego już czasopisma, “Spirou”. Jego przygody tworzył Robert Velter do czasu gdy w 1943 r. nie sprzedał praw do bohatera wydawnictwu Dupuis. To przekazało obowiązki Josephowi Gillainowi (pseudonim Jije), który na arenę wydarzeń wprowadził postać Fantazjusza. Od tego momentu nastąpiła eksplozja popularności niezwykle sympatycznych bohaterów, która bez przerw trwa do dziś. Przez lata ich przygody tworzyło wielu autorów, ale te najbardziej uznawane wyszyły spod ręki Andre Franquina i duetu Tome i Janry, i to od ich dzieł rozpoczniemy ponowny proces zapoznawczy. Bowiem “Sprycjan i Fantazjusz”, choć w Polsce obecnie zapomniani, pojawili się u nas w formie serialu animowanego na początku lat 90., na łamach magazynu “Świat Komiksu” (w numerach 4-6, w komiksie “W nowym Jorku”) oraz w czterech albumach z serii “Mały Sprytek”, opowiadających o młodszych wersjach postaci. We wszystkich tych dziełach palce maczali Tome i Janry i nie inaczej jest z “Australijską przygodą”.

Tytułowi bohaterowie wyruszają do Australii aby wspomóc zaprzyjaźnionego ekscentrycznego naukowca de Grzybequa. Gdy trafiają do miasteczka słynącego z wydobycia opali okazuje się, że hrabia dokonał niezwykłego odkrycia, które wplątało go w wielkie kłopoty. Reporterzy, wraz z dziennikarką Jessicą i oswojoną wiewiórką Spipem, trafiają na trop zaginionego, a przy okazji sprytnego gangsterskiego spisku z Aborygenami i kangurami w tle.

Tome serwuje bardzo wciągającą i lekką opowieść, w której prym wiedzie przygodowo-sensacyjna akcja doprawiona przyjemnym humorem i wiedzą z lokalnego folkloru. Doskonale zawiązuje fabułę, umiejętnie wprowadza na arenę wydarzeń kolejnych wrogów i sojuszników i co rusz, udanie komplikuje bohaterom życie. Scenarzyście udało się uniknąć pretensjonalności, która często towarzyszy tytułom dla młodszych odbiorców, a przy tym dostarczył inteligentną opowieść bez fabularnych uproszczeń, która traktuje odbiorcę zupełnie poważnie. Intryga jest solidnie przemyślana, gangsterzy są okrutni, zwroty akcji trzymają w napięciu, a odrobina nadnaturalnego elementu dodaje całości interesującego smaczku.

Jeśli szukacie nielichej rozrywki z zagadką, podszytej fajnym dowcipem, z sympatycznymi postaciami i przykuwającymi wzrok ilustracjami, to “Australijska przygoda” jest strzałem w dziesiątkę. No i po przeczytaniu nie zapomnijcie oddać albumu swojemu dziecku.

Episode_8_Logo
Poprzedni

Star Wars Epizod VIII i inne tytuły robocze

Preacher1
Następny

Preacher 01x01 - przemoc, whisky i Słowo Boże [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz