KOMIKS 

Srebrny Trójkąt – japoński koktajl a’la Philip K. Dick [recenzja]

Japończycy lubią dziwne miksy kulturowe nie od dziś. W swoich dziełach łączą wątki pozornie nieprzystające. Czasem powstają pokraczne dziwadła, kiedy indziej przeboje zdobywające szczyty popularności (jak choćby „Atak tytanów”). Gdzie w tym układzie leży „Srebrny Trójkąt” od Moto Hagio?
„Srebrny trójkąt” nie jest lekturą dla każdego, jednak ci, którzy po niego sięgną, otrzymają ciekawy koktajl fabularny i będą mieli o czym myśleć do najbliższej niedzieli.

Pierwszy rozdział zwiastuje dosyć hermetyczne dzieło, takie trochę „z kamerą wśród plemion”. Opowieść oprowadza nas po planecie zamieszkałej przez długowieczny lud, żyjący w ciemności, uwielbiający muzykę, śpiewający pieśni. Kolejne kadry oprowadzają nas po codziennym życiu tej dziwnej grupy. Rasa jednak wyginęła, gdy wybuchła ich życiodajna gwiazda. Po gwałtownym przeskoku wiele setek lat w przyszłość, poznajemy Marleya, tajemniczego twardziela, pracującego dla bliżej nieokreślonej Centrali. Życie się zmieniło, ludzie podróżują między planetami, posiadają kopie zapasowe. Marley przybywa na jedną z planet, by wysłuchać koncertu pewnej artystki o egzotycznym wyglądzie i niebanalnym talencie. Zamieszki, które wybuchają w trakcie, okazują się tylko początkiem spirali wydarzeń, które dotkną podstaw rzeczywistości.

„Srebrny Trójkąt” do bardzo specyficzny miks science fiction poświęconego podróżom w czasie i między wymiarami oraz onirycznego fantasy, które doprawiono nutką liryzmu. Mieszanka nienajłatwiejsza do przetrawienia. Jej przyswojenie daje jednak dużo satysfakcji. Stanowi pewne wyzwanie. By ułatwić sprawę – wyobraźcie sobie, że Philip. K. Dick nagle zafascynował się Krajem Kwitnącej Macki i postanowił swoje podróże między rzeczywistościami przenieść trochę bliżej dalekowschodnich klimatów.

Atmosfera panująca w kadrach jest odjechana jak wycieczka po wesołym miasteczku w Czarnobylu, ale konstrukcja fabularna przywodzi na myśl właśnie dzieła pokroju „Ubika”, tyle, że doprawione japońskim zamiłowaniem do muzyki. Fabuła ma wiele płaszczyzn, aż do samego końca nie otrzymamy prostych odpowiedzi. Historia sprawia wrażenie poszarpanej, a narracja nie zawsze jest płynna, ale to chyba koszt przyjętej konwencji. „Srebrny trójkąt” ma jedną ogromną zaletę – od razu dostajemy całość, bez czekania na ciąg dalszy.

Dużym plusem komiksu jest lekka, przejrzysta, ale bardzo szczegółowa kreska, pomagająca wgryźć się w nastrój. Autorka świetnie radzi sobie z prezentowaniem kolejnych scen onirycznych. Trafiły się wprawdzie dwie czy trzy nieczytelne plansze, ale w kontekście całości to tylko drobne rysy.

„Srebrny Trójkąt” to ciekawa, nietuzinkowa pozycja, stanowiąca pewne wyzwanie. Nie jest lekturą dla każdego, jednak ci, którzy po nią sięgną, otrzymają ciekawy koktajl fabularny i będą mieli o czym myśleć do najbliższej niedzieli.

ADI Studio
Poprzedni

Ile kosztuje film? Ranking tanich filmów gatunkowych, które nie powstały w Polsce.

Słaba płeć? dystr. Monolith Films
Następny

Michael Coulter: Słaba płeć? niech będzie przygodą [wywiad]

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz