KOMIKS 

Star Wars Komiks 1/2016: Księżniczka Leia – Rozbite Imperium lepsze [recenzja]

“Księżniczka Leia” jest trzecim komiksowym tytułem z Marvela przynależącym do ujednoliconego nowego kanonu. I jak na razie jest najgorszą opowieścią z dotychczas wydanych.

Mark Waid to już weteran amerykańskiego rynku komiksowego, który pisze scenariusze od połowy lat 80. ubiegłego wieku. Poza ogromnym doświadczeniem, na swoim koncie ma też kilka naprawdę udanych hitów, jak chociażby “Kingdome Come – Przyjdź Królestwo” dla DC Comics, “Daredevila” dla Marvela czy “Irredeemable” i “Incorruptible” dla Boom! Studios; swoje trzy grosze dorzucił też do “X-Men: Age of Apocalypse”, którego adaptacja zmierza właśnie na wielkie ekrany i generalnie jest solidnym pisarzem z interesującymi pomysłami. I o ile pomysł na “Księżniczkę Leię” był właśnie interesujący, o tyle autor zupełnie pogubił się w komiksowej materii.

Opowieść Waida rozpoczyna się w miejscu, w którym kończy się “Nowa Nadzieja”. Pierwsza Gwiazda Śmierci zniszczona, Rebelia świętuje, medale rozdane. Leia jednak nie pozwala sobie na radość, czuje ból po stracie Alderaana i poddanych. Wpada więc na genialny pomysł, że zrobi rajd po galaktyce, zbierze ocalałych pobratymców i tym samym wymaże odrobinę poczucia winy. Fakt, że Leia ma wyrzuty sumienia, odczuwa pustkę po stracie i jest na granicy depresji do dobry kierunek, w którym mogła podążyć historia. W filmach jej jedyną reakcją na ludobójstwo było westchnienie, więc okazja do pogłębienia psychologicznego rysu była doskonała. Niestety Waid szybko zapomina o żałobie, z której czyni jedynie pretekst do zrobienia kilku wycieczek po przestrzeni kosmicznej.

Komiks jest niezwykle nudny, wyraźnie brakuje tu jakiegoś większego zagrożenia, napięcia, emocji, a bohaterka tak naprawdę nie przechodzi żadnej wewnętrznej przemiany. Na końcu opowieści jest dokładnie taka jak na początku i jaką znamy ją z filmów. Zmarnowano tylko papier i możliwość opowiedzenia dobrej historii, która w wielu miejscach nie trzyma się kupy i jest po prostu naiwna. Czy w dwóch zaprezentowanych w komiksie lokacjach Leia uratowała wszystkich Alderaanian? Czy tylu wystarczyło aby poczuła się lepiej? A może tylko tylu pozostało w całej Galaktyce?

Ilustracje do albumu stworzył Terry Dodson, rysownik który pokazał się z najlepszej strony w lekko erotyzujących “Snach Coraline” i nieźle zobrazował “Ciemną stronę Mocy”, komiksową adaptację drugiej części Trylogii Thrawna Timothy’ego Zahna. Niestety w “Księżniczce Lei” autor chyba sobie odpuścił, znacznie upraszczając swój styl, nie przykładając się do drugiego planu i serwując tyle anatomicznych bubli, że po pewnym czasie aż boli od nich głowa. Wielka szkoda, bo chociaż w warstwie wizualnej mogło być znacznie lepiej, ale nie.

Album zawiera jeszcze dodatkowy komiks, który jest połową opowieści pt. “Rozbite Imperium” będącej pomostem pomiędzy “Powrotem Jedi” a “Przebudzeniem Mocy”. I dla niej zdecydowanie warto sięgnąć po to wydanie. Raz, że wizualnie jest dopieszczona na każdym poziomie, a dwa, wśród dotychczasowych marvelowskich historii, stanowi małą perełkę.

Greg Rucka (“Lazarus”) opowiada wciągającą wojenną opowieść, rozgrywającą się na wielu frontach. Ukazuje bogactwo ogromnego świata “Gwiezdnych Wojen” i jednocześnie jest w stanie zaprezentować kameralny, dramatyczny wątek za pomocą dwóch zupełnie nieznanych postaci. Ich historia ściśle przeplata się z tą Lei, Hana i Chewbacci, ale nie pozostawia wątpliwości kto jest w niej głównym bohaterem. Do tego lekkim ruchem wprowadza bardzo intrygującą i od razu przykuwającą uwagę postać Posłańca, nową rasę kosmitów i z gracją, znacznie lepiej od Waida, nawiązuje do trylogii prequeli. I o ile “Księżniczkę Leię” można sobie spokojnie odpuścić, tak “Rozbite Imperium” jest pozycją obowiązkową dla fanów “Star Wars”.

Videograf
Poprzedni

Zabij mnie, tato - Dardy udany romans z thrillerem [recenzja]

Czasomierze
Następny

Czasomierze - rzeczywistość to za mało [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz