KOMIKS 

Star Wars Komiks 2/2016: Lando Calrissian – W kosmosie nikt nie usłyszy twojego krzyku [recenzja]

Systematycznie, co dwa miesiące, otrzymujemy kolejną dawkę Gwiezdnych Wojen z wydawnictwa Marvel, które przynależą już do nowego kanonu tego uniwersum. Tym razem otrzymujemy kameralną opowieść z Landem Calrissianem – przypadnie ona do gustu nawet najbardziej wybrednym fanom.

Zacznę jednak od “Rozbitego Imperium” czyli dokończenia historii rozpoczętej w poprzednim numerze. Finał niestety odrobinkę rozczarowuje. Wciąż jest to bardzo fajna fabuła, dzieje się w niej dużo i intensywnie, Rucka z gracją nawiązuje do trylogii prequeli, a w losy bardzo sympatycznego małżeństwa Dameronów wplata ważne wydarzenia z udziałem Hana, Lei i Luke’a. Zwłaszcza druga część, czyli wspólna misja Skywalkera i Shary Bey jest świetnie zrealizowana, bardzo dynamiczna i emocjonująca, i podobnie jak całe “Rozbite…” fenomenalnie narysowana przez duet Checchetto-Laiso. Niestety sama puenta opowieści jest płaska i zupełnie nieprzystająca do całej reszty. Porównałbym ją do zakończenia “Raportu mniejszości”, którym Spielberg po prostu zepsuł cały film. Tu co prawda aż tak dramatycznie nie jest, ale uczucie lekkiego rozczarowania pozostaje. Niemniej “Rozbite…” to wciąż jedna z lepszych opowieści w dorobku zmartwychwstałego “Star Wars Komiks”.

Z kolei “Lando” bardzo pozytywnie zaskakuje i w moim prywatnym rankingu dotychczasowych marvelowych historii ląduje na samym szczycie. Charles Soule konstruuje bardzo precyzyjną intrygę, z początku sięgając po ograny motyw z heist movies, by w dalszej części zamienić go w thriller pokroju pierwszego “Obcego”. Z ogromnym wyczuciem oddaje naturę Calrissiana, inteligentnego szczwanego lisa, dążącego po trupach do celu, którego dobrze poznaliśmy w “Imperium kontratakuje”. Bohater ten jest napisany wręcz wzorowo, a jego charakter idealnie wpasowuje się w dramatyczne i trzymające w napięciu wydarzenia. Do tego scenarzysta zgrabnie rozwija postać Lobota, przyjaciela Landa, który na kinowym ekranie ledwie mignął. Ich relacja jest bardzo żywa, spójna, pełna humoru i świetnie napędza całą akcję.

Bardzo dobry scenariusz uzupełniają zjawiskowe rysunki Alexa Maleeva, który idealnie sprawdza się w tworzeniu klaustrofobicznych, mrocznych lokacji. Artysta tworzy specyficzny nastrój odosobnienia i zagrożenia, dba o szczegóły, świetnie kadruje i z filmową precyzją oddaje mimikę głównego bohatera. Jest więc na co popatrzeć.

Najnowszy numer “Star Wars Komiks” to jak na razie najlepszy z dotychczas wydanych. Jeśli kolejne będą trzymały podobny poziom, będzie można powiedzieć, że operacja “nowy kanon” okazała się sukcesem.

Twarz aniola
Poprzedni

Twarz anioła - Sukces i porażka w jednym [recenzja]

Trapped
Następny

Trapped - uwięzieni w koszmarze [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz