KOMIKS 

Star Wars Komiks 4/2016: Darth Vader v2: Cienie i tajemnice – Detektyw Sith [recenzja]

Powrót “Gwiezdnych Wojen” pod szyld Marvela okazał się jedną z lepszych decyzji dla tej franczyzy. Nowe komiksy rozgrywające się w odległej galaktyce mierzą wysoko, zarówno pod względem fabularnym jak i graficznym, i prawie zawsze starają się ugryźć temat lub postać z nieco innej strony. W kolejnym tomie samodzielnych przygód Dartha Vadera otrzymujemy klasyczną opowieść detektywistyczną.

W “Cieniach i tajemnicach” śledztwo goni śledztwo. A to trzeba wywęszyć Luke’a Skywalkera, a to bazę oddziału Rebeliantów zwanych Plazmowymi Diabłami albo sprawców brawurowej kradzieży imperialnej własności. Co ciekawe w każdym z nich udział bierze Vader, i to w dwóch rolach, jako pies gończy i zwierzyna. Kieron Gillen zadbał bowiem aby nie było nudno, typowo i jednoznacznie. Bardzo podoba mi się jak scenarzysta potraktował Mrocznego Lorda, pokazał go nie tylko jako bezduszną i okrutną maszynę do zabijania, ale też jako przebiegłego taktyka i bystrego manipulatora. Z jednej strony jest ślepo posłuszny i lojalny wobec imperatora, z drugiej, dążąc do własnych celów, balansuje na granicy zdrady. Gillen całkiem zgrabnie ukazał ten dualizm, z sensem rozbudował Vadera a przy tym przydał mu jeszcze większej złowrogości.

Śledztwa całkiem ładnie się zazębiają, jest sporo interesującej akcji z udziałem blasterów i mieczy świetlnych, Vader naprawdę intryguje, a jego przyboczna, doktor Aphra i jej dwa zabójcze droidy kradną prawie każdą scenę, po raz kolejny udowadniając, że w pełni zasługują na własną serię (co zresztą nastąpi już w grudniu). Kryminalnego charakteru całości dopełnia jeszcze imperialny inspektor Thanoth, inteligentny, dystyngowany jegomość z monoklem, który zdaje się być wyciągnięty z nieco innej, jeszcze bardziej odrealnionej bajki (najbliżej mu do bohaterów Agaty Christie). “Cienie i tajemnice” są więc bardzo dobrze skomponowane: jest trochę straszno, trochę zabawnie, nieco nieprzyjemnie i przede wszystkim wciągająco. I nawet rysunki Salvadora Larroci, którym sporo brakuje do ideału, jakoś specjalnie nie przeszkadzają, bo znajdzie się kilka interesujących kadrów i scen, na których można zawiesić oko na znacznie dłuższą chwilę.

Studio Lain
Poprzedni

Sędzia Dredd: Heavy Metal Dredd - Spersonifikowany testosteron [recenzja]

Egmont
Następny

Wonder Woman tom 5: Ciało - Cisza przed burzą? [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz