KOMIKS 

Star Wars Legendy: Cienie Imperium – wypełnienie białych plam kanonu [recenzja] [komiks]

Nastają wspaniałe czasy dla polskich fanów kosmicznej sagi George’a Lucasa. W związku ze zbliżającą się premierą „Przebudzenia mocy” i ogólnym ożywieniem w ekspansji tej franszyzy na wszystkie media, przez najbliższy czas możemy spodziewać się wysypu wielu klasycznych komiksów z logiem „Star Wars”. Pierwszym z serii „Legend” są „Cienie Imperium”.

Po przejęciu Lucas Filmu przez Disneya dotychczasowe Expanded Universe zostało wyrzucone do kosza, co oznacza, że wszystkie opowieści stworzone do tego momentu (poza filmami) przestają być kanoniczne. Aby odróżnić „stare” od „nowego”, te pierwsze wsadzono do wora pod nazwą „Legendy” i pod tym szyldem funkcjonować będą wszystkie historie tworzone pod szyldem Dark Horse Comics.

John Wagner bardzo umiejętnie rozłożył akcenty na wszystkie wątki, tworząc nie tyle adaptację książki Perry’ego, co jej bogate rozszerzenie.

„Cienie Imperium” powstały w 1996 r. i były częścią multimedialnego przedsięwzięcia obejmującego powieść, soundtrack, gry i oczywiście niniejszy komiks, którego celem było uświetnienie obchodów 20-lecia „Gwiezdnych Wojen”. Całość rozgrywała się pomiędzy „Imperium Kontratakuje” a „Powrotem Jedi”. Książka Steve’a Perry’ego kładła nacisk na poszukiwania Hana Solo przez Leię i Luke’a oraz zmagania Dartha Vadera z księciem Xizorem, przywódcą organizacji przestępczej Czarne Słońce. Z kolei komiks Johna Wagnera opisuje te same wydarzenia ale z innej perspektywy, a główną postacią czyni Bobę Fetta próbującego dostarczyć Solo w ręce Jabby.

Wagner bardzo umiejętnie rozłożył akcenty na wszystkie wątki, tworząc nie tyle adaptację książki, co jej bogate rozszerzenie. Scenarzysta z szacunkiem traktuje materiał wyjściowy, poświęca odpowiednią ilość miejsca na zawarte w nim kwestie (scysje na linii Vader-Xizor i Vader-Imperator, poszukiwania Solo oraz polowanie na Skywalkera) ale też mocno je rozbudowuje właśnie o wątek Fetta, który okazuje się być najbardziej nośnym i interesującym oraz najemnika Jixa, agenta Vadera. Całość podana jest w atrakcyjnej gwiezdnowojennej formule, czyli z mnóstwem akcji, kosmicznych bitew, spektakularnych zwrotów fabularnych ale i odrobiną humoru.

„Cienie Imperium” był dość ważnym elementem mitologii „Star Wars”, raz, że ukazywało rozdarcie młodego Skywalkera w związku z rewelacjami padającymi z ust Vadera w „Imperium Kontratakuje”, dwa – przedstawiło napięcie tworzące się miedzy Palpatinem a Vaderem, które zaowocowało w finale „Powrotu Jedi”, i trzy – w dobrym stylu wypełniło część białej plamy między tymi dwoma epizodami filmowymi.

Jedyne co może drażnić to rysunki Kiliana Plunketta, które z jednej strony potrafią zachwycić projektami wnętrz i dużą ilością szczegółów, a z drugiej irytują często uproszczonym przedstawieniem postaci. „Cienie Imperium” nie były jego pierwszym komiksem w świecie „SW”, a tworzone przez niego okładki należą do jednych z najlepszych w historii Dark Horse’a, tym bardziej więc boli końcowy efekt, który na dodatek potęgowany jest przez jaskrawe kolory, zupełnie nieprzystające do tego świata. Ciężko w jego kresce odnaleźć ten specyficzny styl, który reprezentował na początku kariery chociażby w „Aliens Labirynt”, czy w znacznie późniejszym, dopracowanym „Superman: Czerwony syn”. Niemniej „Cienie Imperium” wciąż pozostają pozycją obowiązkową każdego fana „Gwiezdnych Wojen”.

Mundo Macgregoriano / Dzika Banda
Poprzedni

Mamen Sánchez - Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne [wywiad]

Fox
Następny

Lucyfer - Żenująca adaptacja komiksu [recenzja] [serial] [fantasy]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

1 Comment

  1. 2015-10-06 at 15:34 — Odpowiedz

    Kreska i kolory to jedno, ale sposób prowadzenia narracji niestety mocno trąci myszką. Podczas czytania kolejnych ekspozycyjnych dialogów lub rozbudowanych myśli bohaterów, od razu czuć, kiedy powstał ten komiks. Niemniej, lektura fajna.

Dodaj komentarz