KOMIKS 

Star Wars Legendy: Darth Vader i widmowe więzienie – gwiezdnowojenna perełka [recenzja] [komiks]

Akcja kolejnego tomu “Legend” rozgrywa się około roku po zakończeniu wojen klonów, kiedy to Palpatine konsoliduje władzę i stawia fundamenty pod Imperium, A Darth Vader, który jeszcze niedawno był sławnym rycerzem Jedi, tropi i likwiduje buntowników i spiskowców.

“Darth Vader i widmowe więzienie” to komiks wręcz wzorcowy: sprawnie rozpisany, intrygujący i cudnie narysowany, o słodko-gorzkim finale.

Narratorem widmowego więzienia jest świeżo upieczony oficer akademii, ślepo wierzący w Imperium i jego monarchę, który przypadkiem zostaje wplątany w pierwszą wielką intrygę przeciwko nowej władzy. Laurita Tohm jest ambitny, zawzięty, bezwzględny i swą postawą udowadnia, że bycie kaleką w niczym mu nie uwłacza i jest tak samo wartościowy jak jego w pełni sprawni koledzy. Podczas wydarzeń na Coruscant, kiedy to jeden z generałów próbuje zabić Palpatine’a i przejąć rządy, chłopak nie raz pokaże swoje możliwości zarówno w walce jak i planowaniu. Dzięki temu szybko trafi pod skrzydła Vadera, z którym wspólnie będzie musiał powstrzymać konspiratorów.

Blackman niezwykle sprawnie prowadzi postać Tohma i zestawia go z Vaderem. Bohater w ciągu zaledwie kilku rozdziałów przechodzi sporą przemianę, wykazuje się w wielu inicjatywach i przede wszystkim jest niezwykle autentyczny. Nie jest to skrajnie zły bohater, targają nim wątpliwości, objawiają się uczucia i skrywane ambicje. Miał on zadatki na jedną z ciekawszych postaci starego kanonu, a swymi czynami mógł dorównać nawet samemu Vaderowi, ale jak wiemy teraz jest już nowy kanon i raczej nie ma szans powortu do tej psotaci. Mroczny Lord z kolei, niby jest głównym bohaterem, ale o jego losach dowiadujemy się z relacji Tohma, który ze ślepą naiwnością podąża za nim w każde możliwe piekło. A dzieje się naprawdę dużo, bo scenarzysta oprócz licznych starć i walk serwuje również kilka interesujących tajemnic i zagadek, które rzucają nowe światło na działania Republiki jak i samych rycerzy Jedi. Sam Vader z kolei to bezlitosna maszyna do zabijania, niewzruszona, tajemnicza i niezwykle skuteczna – i tu Blackmanowi udało się świetnie uchwycić naturę tego Sitha, powiedziałbym, że nawet ciekawiej niż w filmowej trylogii. Poza tym fabuła wciąga, jest sprawnie skonstruowana i dostarcza mnóstwa wrażeń, zwłaszcza wizualnych.

Graficznie album to mała perełka wśród tytułów gwiezdnowojennych. Agustin Alessio operuje bardzo realistyczną kreską, którą można odrobinę porównać do tej Alexa Rossa, a efekt jego pracy nadaje się do nieustannego podziwiania. Rysownik kreuje niezwykle gęstą, ponurą i surową atmosferę, dba o drugi plan i świetnie rozrysowuje sceny akcji, zwłaszcza te z udziałem Vadera, które nierzadko mogą wywołać ciary (a w szczególności intensywne wydarzenia w samym tytułowym więzieniu).

“Darth Vader i widmowe więzienie” to komiks wręcz wzorcowy: sprawnie rozpisany, intrygujący i cudnie narysowany, o słodko-gorzkim finale. Był to też jeden z ostatnich tytułów wydanych pod szyldem Dark Horse Comcs i równie dobrze może stanowić dobrą wskazówkę dla Marvela w jakim kierunku nowy wydawca może rozwijać nowe serie. Zdecydowanie jest to wzór godny naśladowania.

SQN
Poprzedni

The Walking Dead: Zejście - solidna dawka survivalowej makabry [recenzja]

TVP
Następny

„Ekstradycja” polskich seriali, czyli Halski dwadzieścia lat później

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz