KOMIKS 

Star Wars Legendy: Mroczne Imperium – odważnie i sugestywnie [recenzja]

Obok “trylogii Thrawna” Timothy’ego Zahna, “Mroczne Imperium” Veitcha i Kennedy’ego jest najważniejszą gwiezdnowojenną opowieścią jaka powstała poza filmami. I to z kilku powodów.

Na początku lat 90. wydawnictwo Dark Horse przejęło od Marvela prawa do wydawania komiksów z szyldem Star Wars, a wydanie “Mrocznego Imperium” zainaugurowało powstanie Expanded Universe i wraz z powieściami Zahna stało się jego niezwykle solidnym i trwałym fundamentem. Obie pozycje przyczyniły się też do odrodzenia ogromnego zainteresowania sagą Lucasa i praktycznie zafundowały jej drugie życie. Tym bardziej, że uderzały w znacznie poważniejsze tony i odważniej podchodziły zarówno do kwestii bohaterów jak i rozwiązań fabularnych.

Akcja albumu rozgrywa się kilka miesięcy po “Ostatnim rozkazie” (ostatnia część “trylogii Thrawna”) i sześć lat po “Powrocie Jedi”, a jego bohaterami jest obsada dobrze znana z filmów. Trwa nieustanna wojna między Nową Republiką a wciąż rozproszonymi siłami Imperium. Galaktykę trawi chaos, który zostaje pogłębiony przez powracającego zza grobu Palpatine’a, chcącego za pomocą Ciemnej Strony Mocy i Niszczycieli Światów – machin wojennych groźniejszych od Gwiazd Śmierci – przejąć pełnię władzy. W tej nierównej walce wesprze go potężny Jedi, Luke Skywalker, który wkroczył na ścieżkę lordów Sith.

Tom Veitch, choć zaserwował dość prostą i konwencjonalną opowieść, wykreował w “Mrocznym Imperium” niezwykle naturalistyczną i posępną atmosferę, której daleko do tej wesołej i optymistycznej Lucasa. Rozbudowane i konsekwentne tło wydarzeń trafia do mnie bardziej niż sama fabuła, a to za sprawą ukazania grozy wojny w pełnej krasie. Cały album pełen jest zwłok, wraków, ruin, unoszącego się w przestrzeni złomu, pomniejszych konfliktów i małych dramatów. Scenarzysta uświadamia jakim koszmarem jest wojna w przestrzeni i ile niesie ze sobą cierpienia. W fabule udało mu się też zawrzeć kilka interesujących, a przy tym wywołujących kontrowersje pomysłów, których próżno szukać w nieco łagodniejszym Nowym Kanonie.

Ten brudny, zużyty kosmos fantastyczne ilustruje Cam Kennedy, artysta, który szlify zdobywał na łamach magazynu 2000AD rysując m.in. przygody Sędziego Dredda i dziesiątki równie dosadnych space oper. Galaktyka w jego wykonaniu uwodzi psychodelicznymi barwami, wręcz gibsonowską cyberpunkową estetyką i subtelnym hołdem do złotej ery science fiction. Przeglądając ten komiks ortodoksyjni fani lżejszej estetyki poczują się nieswojo i zupełnie obco w tym sugestywnie nakreślonym, zimnym i nieprzyjemnym wszechświecie. Za tą imponującą atmosferą idą też doskonale zilustrowane, wręcz epickie, sceny batalistyczne i cudnie zwizualizowane technikalia z okrętami wojennymi na czele.

“Mroczne Imperium” to do dziś jedna z najodważniejszych i najciekawszych opowieści osadzonych w uniwersum Gwiezdnych Wojen. Igrająca z oryginalną sagą i fundująca prawdziwy dreszcz emocji. Zdecydowanie warta każdej chwili uwagi.

stasis
Poprzedni

Stasis – bezkresna, lodowata przestrzeń [recenzja]

Death-House
Następny

Death House, czyli Niezniszczalni w oparach horroru

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz