KOMIKS 

Star Wars Legendy: W cieniu Yavina – Leia za sterami X-Winga [recenzja]

Brian Wood sięgnął do korzeni oryginalnej trylogii George’a Lucasa i korzystając z jej estetyki napisał bezpośrednią kontynuację losów bohaterów “Nowej Nadziei”.

Ostatni projekt spod szyldu Dark Horse okazuje się być pozycją nierówną i cierpiącą na wiele niedostatków.

Wydawnictwo Dark Horse opiekowało się uniwersum “Gwiezdnych Wojen” przez ponad dwie dekady. Przez te lata stworzyło dziesiątki znakomitych, na stałe wpisujących się w świadomość fanów, dzieł, które stanowiły trzon Expanded Universe. Autorzy opisywali wydarzenia rozgrywające się setki lat przed filmową trylogią, w jej trakcie oraz lata po jej zakończeniu. Zanim Disney wykupił LucasFilm marka “Star Wars” mocno straciła na atrakcyjności, toteż wydawca, chcąc jej nadać trochę blasku, uruchomił nową serię, która ponownie miała eksploatować wątki i postacie znane z Epizodu IV.

Tak też doszło do publikacji “W cieniu Yavina”, który rozgrywa się dwa miesiące po bitwie o tytułowa planetę. Rebelianci, pod wodzą Lei Organy, poszukują nowej bazy, która  zapewni im stałe schronienie. Szybko wychodzi na jaw, że wszystkie misje księżniczki, Luke’a i Wedge Antillesa, nawet te ściśle tajne, są prześwietlane przez Imperium, które krzyżuje im wszystkie szyki. Podczas gdy sojusz gorączkowo tropi szpiegów w swoich szeregach, Darth Vader zostaje przeniesiony na zalesiony księżyc Endora, gdzie ma nadzorować prace budowlane nad nową Gwiazdą Śmierci.

Brian Wood jest doświadczonym i uznanym pisarzem, a po uniwersum Gwiezdnych Wojen porusza się z gracją, trzymając się filmowej atmosfery i prezentując całkiem wciągającą fabułę. Tym z czym sobie jednak zupełnie nie radzi to postacie, które osobowościowo kompletnie różnią się od tych przedstawionych w oryginalnej trylogii. Leia została wykreowana na istotę o nieskończonych predyspozycjach – oprócz talentów dyplomatycznych, strategicznych i przywódczych jest też doskonałą pilotką X-Winga… Luke z kolei przemorfował w skłonnego do miłostek, obrażalskiego narwańca… To jednak wierzchołek góry lodowej, bo niektóre wątki choć trzymają w napięciu i przykuwają uwagę, często pozbawione są logicznych podstaw i związków przyczynowo skutkowych. Całość odrobinę ratują rysunki Carlosa D’Andy, który sprawnie odwzorowuje najdrobniejsze szczegóły uniwersum (zwłaszcza technikaliów) i tworzy dynamiczne, przykuwające wzrok kadry.

Ostatni projekt spod szyldu Dark Horse okazuje się być pozycją nierówną i cierpiącą na wiele niedostatków. Owszem, ma swoje plusy, ale jest ich zbyt mało aby uznać “W cieniu Yavina” komiksem udanym. Jason Aaron, który już w barach Marvela skupił się na tym samym okresie chronologicznym, w albumie “Skywalker atakuje” znacznie ciekawiej rozegrał i fabułę i postacie. Porównując oba tytuły można powiedzieć, że decyzja o przejęciu LucasFilmu przez Disneya nie jest już tak kontrowersyjna jak na początku.

The-Hive-Poster
Poprzedni

The Hive - intrygujący i niegłupi horror [recenzja]

Anna Kańtoch, Aneta Jadowska, Sasza Hady / fot. materiały prasowe
Następny

Kinga Dunin i kryminały

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz