KOMIKS 

Staruszek Anderson – Historia goryczy [recenzja]

Problem segregacji rasowej wciąż odbija się Amerykanom potężną czkawką. Nic więc dziwnego, że powstają dzieła takie jak „Staruszek Anderson” Hermanna (seria „Comache”) i Yvesa H – komiksy gorzkie, rozdrapujące rany i walące prosto z mostu, jak wyglądała tamta epoka.
Całość składa się na krótką, intensywną i niepozbawioną znaczenia pozycję, która może nie przejdzie do historii gatunku – ale też najprawdopodobniej coś po sobie pozostawi.

Anderson to typowy podstarzały Afroamerykanin z Missisipi. Wiedzie proste życie i dobiega słusznego wieku w towarzystwie swojej „staruszki”. Tyle, że nie jest to sielanka. W tamtych czasach rasizm i segregacja miały się dobrze, zwłaszcza na prowincji. Wbrew pozorom nie jest to największy problem Andersona. Osiem lat temu zaginęła wychowywana przez nich wnuczka. Ta tragedia odcisnęła się na parze piętnem, z którym musieli nauczyć się żyć, ale gorycz i bezradność trawiąca oboje nie pozwalała na to w pełni. Jako czarnoskóry nie miał bowiem szans na odnalezienie prawdy czy sprawiedliwości. Tyle że ostatniej nocy ze zgryzoty zmarła żona głównego bohatera. Nie pozostało mu już nic do stracenia – jedynie żal i gniew po stracie…

„Staruszek Anderson” jest bardzo prostą, ale mocną i intensywną opowieścią, poruszającą kilka istotnych spraw. To historia zemsty, samotności, wyobcowania. To historia o zgorzkniałym starym facecie, którego podła rzeczywistość próbowała osadzić w miejscu. Ma w sobie też coś z westernu, gdzie ostatni, zgorzkniały sprawiedliwy chwyta za broń, gdy nie pozostaje mu już nic innego. Jednocześnie zaś niemal wszyscy są tu umoczeni, szarzy. To świat ludzi zbrukanych, choćby przez ignorancję.

Co ciekawe, narracja komiksu jest stosunkowo oszczędna. Większość fabuły wybrzmiewa bez nadmiaru słów. Duża w tym zasługa Hermanna, wprawnego rysownika, który zjadł zęby tworząc kolejne plansze dla różnych scenarzystów. Kreska w „Staruszku Andersonie” jest brudna, momentami wręcz celowo nieprzyjemna, obleczona w wyblakłe, jakby nasłonecznione, kolory oddające upał panujący w południowym zepsutym miasteczku.

Całość składa się na krótką, intensywną i niepozbawioną znaczenia pozycję, która może nie przejdzie do historii gatunku – ale też najprawdopodobniej coś po sobie pozostawi.

tvp
Poprzedni

Glina - Stare psy wracają do miasta?

Netflix
Następny

10 filmów, które warto obejrzeć po seansie "Stranger Things" [ranking]

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz