KOMIKS 

Stickleback #1: Chwała Anglii – steampunk, Lovecraft i tajna historia Anglii [recenzja]

Studio Lain z wprawą dobiera tytuły do swojej oferty z magazynu 2000AD. Oprócz klasycznych pozycji wydaje też świeższe opowieści, które można nazwać klasyką nowoczesną. Steampunkowy “Stickleback”, z powodzeniem łączący grozę z kryminałem, jest właśnie tego przykładem.

Wydany wcześniej “Absalom” Gordona Rennie, rozgrywający się na dusznych uliczkach współczesnego Londynu, był interesującą mieszanką kryminału, horroru, tajnej historii Brytanii i thrillera, doprawioną wysokoenergetyczną akcją. “Stickleback” zbudowany jest na tych samych fundamentach, ale efekt końcowy jest znacznie ciekawszy. Ian Edginton osadził akcję swojego komiksu w alternatywnej, wiktoriańskiej Anglii i uczynił ją tak mocno pulpową jak to tylko możliwe. Scenarzysta ten dał się poznać jako znawca groszowej literatury, adaptując na potrzeby opowieści obrazkowych taką klasykę jak “Wojnę światów” Wellsa (napisał też świetnie przyjętą kontynuację), “Księżniczkę Marsa” Burroughsa, “Zabójstwo przy Rue Morgue” Poego, czy przygody Sherlocka Holmesa Doyle’a. Pulpa płynie w jego żyłach o czym świadczą też inne jego dzieła dla 2000AD, jak “The Red Seas” czy “Leviathan”.

“Chwała Anglii” zawiera dwie opowieści. Pierwsza to detektywistyczny, okultystyczny thriller z tajnymi zgromadzeniami, odniesieniami do celtyckich mitów i śledczym wzorowanym odrobinę na Holmesie. Tytułowy Stickleback, zdeformowany starzec potajemnie rządzący światkiem przestępczym, występuje tu w roli miejskiej legendy, którą próbuje rozgryźć policjant i jako tajemniczy, skryty osobnik z galerią osobliwych towarzyszy, mogących służyć za dziwaczne cyrkowe atrakcje, sprawdza się wyśmienicie. I taki też pozostaje do samego końca opowieści. Edginton w kolejnej historii wrzuca go w wir lovecraftowskiego horroru, gdzie napędzane parą maszyny kroczące egzystują obok chińskich wampirów-zombie, ale prawie w ogóle nie odkrywa kart dotyczących tego antybohatera. Mroczna, duszna i mistyczna atmosfera unosi się nad obiema historiami, a wrażenie potęguje jeszcze sama niewiedza i domysły towarzyszące Sticklebackowi.

Osobliwego charakteru całości dodają jeszcze rysunki D’Israeliego, który do podkreślenia panującego nastroju wykorzystuje szeroką paletę szarości i biel. Efekt negatywu jaki osiąga okazuje się być prawdziwą ucztą dla oka.

“Stickleback” z pewnością zasługuje na miano nowoczesnego klasyka od 2000AD. Charakteryzuje się pomysłową fabułą, intrygującą galerią postaci i innowacyjną szatą graficzną, toteż jeśli brakuje wam solidnych i wciągających opowieści, nie przegapcie tego tytułu.

REUTERS/Gus Ruelas
Poprzedni

Nick Nolte - Na dno i z powrotem

luckymancanren
Następny

Stan Lee's Lucky Man - szczęście to rzecz względna [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz