KOMIKS 

Strażnicy Galaktyki #1: Kosmiczni Avengers – skąd ta powaga? [recenzja]

Fani kinowego przeboju Jamesa Gunna sięgając po “Strażników Galaktyki” Briana Bendisa mogą poczuć lekkie rozczarowanie. Komiks w niewielkim bowiem stopniu operuje frywolnym i komediowym stylem znanym z hitu Studia Marvel.

Jedynymi cechami wspólnymi obu dzieł jest skład drużyny (tu z gościnnym udziałem Iron Mana) i to, że postacią centralną dramatu jest Peter Quill, czyli Star-Lord. Gunn w swoim filmie bawił się intertekstualnością dostarczając przym tym przednią opowieść przygodową o epickim rozmachu. Bendis jakby w opozycji do tego serwuje w zasadzie typową, śmiertelnie poważną superbohaterską instalację, z tą różnicą, że rozgrywającą się i w kosmosie i na Ziemi.

Bendis całą uwagę poświęca Star-Lordowi, pozostałych bohaterów odstawiając na dalszy plan, którego zadaniem jest dobrze wyglądać w bitwach.

Pierwszy rozdział ”Kosmicznych Avengers” to geneza Star-Lorda, bardzo bliska tej filmowej, ale znacznie rozbudowana i od razu ujawniająca tożsamość jego ojca. Jest ona o tyle ważna, że stanowi koło napędowe dalszej części opowieści, w której Quill, wraz z towarzyszami broni, będzie musiał stawić czoła kolejnym próbom inwazji rasy Badoon (poznaliśmy ich w “Avengers” Jossa Whedona) oraz międzygalaktycznemu spiskowi, na czele którego stoi nie kto inny jak właśnie jego ojciec.

“Strażnicy Galaktyki” Bendisa to lekkie wprowadzenie do kosmicznego uniwersum Marvela. Od razu rzucają w wir spektakularnych wydarzeń i nie wymagają zbyt wielkiej uwagi od czytelnika. Zawiązująca się intryga raz, że jest wyłącznie tłem i pretekstem do ukazania ogromnej ilości potyczek, pojedynków na lasery i pięści, a dwa stanowi pewien poboczny prolog do tego co dzieje się / wydarzy się na łamach obu serii z “Avengers” Jonathana Hickmana. Bendis przy tym całą uwagę poświęca praktycznie Star-Lordowi, pozostałych bohaterów, w osobach Gamory, Draxa, Rocketa i Groota, odstawiając na dalszy plan, którego zadaniem jest dobrze wyglądać w bitwach. Poza tym Quill wykreowany został na bohatera jakich wielu – heroicznego idealistę z ograniczonym poczuciem humoru – przez co tak bardzo odstaje od wizerunku,  jaki zaprezentował nam Gunn w swoim obrazie.

O ile komiksowi “Strażnicy…” znacząco różnią się od tych filmowych ogólną atmosferą, a zwroty akcji da się przewidzieć na kilka kroków wprzód, to stanowią kawałek niezłej, zupełnie niezobowiązującej rozrywki. Tym bardziej, że zostali przyzodobieni rysunkami dwojga utalentowanych artystów, Steve McNivena i Sary Pichelli, których talent można podziwiać zupełnie niezależnie od fabuły. Seria świetnie sprawdzi się jako przystawka przed kolejną ekranizacją przygód Star-Lorda i spółki.

Całość uzupełnia kilka krótkich nowelek różnej jakości, których motywem przewodnim jest ponowne formowanie się składu Strażników.

Mucha Comics
Poprzedni

Sex #2: Supercool - stosunkowo lepsza pozycja [recenzja] [komiks]

Warner Bros
Następny

7 rzeczy, których możemy spodziewać się w nowym filmie Christophera Nolana

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

1 Comment

  1. Pancor
    2015-09-10 at 18:50 — Odpowiedz

    Badoon – jakos nie kojarze ich z Avengersów Whedona, na wiki piszą, że mieli pojawic sie w Guardians ale Fox ma do nich prawa

Dodaj komentarz