KOMIKS 

Strażnicy Galaktyki #2: Angela – bijatyki, patos i zakulisowa historia komiksu [recenzja]

Drugi album o Strażnikach Galaktyki jest po części powtórzeniem poprzedniego. Skupia się bowiem na efektownych potyczkach i pojedynkach, tyle że już bez politycznych intryg w tle. Jednak z dwóch powodów jest interesującą lekturą.

Angela to postać wymyślona przez Neila Gaimana na potrzeby serii “Spawn” Todda McFarlane’a w 1993 r. Była sługą Niebios i jednym z przeciwników głównego bohatera, a ich drogi wielokrotnie się krzyżowały. W 1997 r. między Gaimanem a McFarlanem doszło do umowy, na mocy której bohaterka miała przejść na własność tego drugiego w zamian za wykupienie przez niego praw do brytyjskiego herosa Miraclemana. McFarlane nie dotrzymał swojej części kontraktu, dlatego też pięć lat później obaj twórcy spotkali się w sądzie. Po dziesięciu latach walki, Gaiman w końcu wygrał spór, Angela stała się ponownie jego własnością, a za każdy jej dotychczasowy występ na łamach “Spawna” otrzymał sowitą zapłatę.

Bohaterka stała się więc bezdomna, ponieważ McFarlane, ze względu na koszty, nie zamierzał już jej wykorzystywać w swoim flagowym tytule. Do Gaimana z propozycją zwrócił się jednak Marvel, który finalnie nabył prawa do Miraclemana oraz licencję do wykorzystania Angeli w swoim uniwersum. Służka Niebios, a w zasadzie już Njeba, w efekcie wydarzeń zaprezentowanych na łamach “Ery Ultrona” pojawiła się zatem w świecie Avengersów. Pierwszymi, których spotkała na swej drodze byli Strażnicy Galaktyki i o tym właśnie opowiada album “Angela”. Wojownicza łowczyni mierzy siły z Gamorą, częściowo poznajemy jej wcześniejsze losy, a w międzyczasie Star-Lord próbuje odkryć źródło swojego niepokoju, które bezpośrednio wynika właśnie z “Ery Ultrona”.

Bendis za bardzo nie wysila się przy tym tytule. Trzy czwarte albumu to szybka akcja i bijatyki, trochę nudnego gadania Thanosa i obowiązkowego patosu. Ratują go jednak fantastyczne rysunki Sary Pichelli, która popisuje się tutaj świetnym kadrowaniem i wyczuciem dynamiki. To jednak nie wszystko, bo artystka posiada niezwykle miękką kreskę i doskonały styl, dzięki któremu rysowane przez nią kobiety wyglądają wręcz zjawiskowo, a mężczyźni widowiskowo. Album zatem znacznie lepiej się ogląda niż czyta. I jeśli lubicie świetne ilustracje, interesujecie się zakulisową historią komiksu i nie przeszkadza wam przeciętna fabuła, to “Angela” będzie idealnym wyborem.

2016-02-15
Poprzedni

From Poland With Love, czyli marketing patriotyczny

fuzz cd
Następny

Fuzz - Porcja siarczystego rocka [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

1 Comment

  1. Luu
    2016-02-18 at 14:41 — Odpowiedz

    Uwielbiam recenzje kończące się zwrotem:….Jeśli lubicie..
    Wiadomo, że jeśli lubimy to kupimy.

Dodaj komentarz