KOMIKS 

Superman: Wyzwolony – Superman, na jakiego czekaliśmy [recenzja]

Próba napisania porywającej historii o Człowieku ze Stali to nie lada wyzwanie. Przemielono go już na wszelkie możliwe sposoby, uśmiercano, zmieniano. Ciężko się zresztą dziwić, gdy bohater towarzyszy czytelnikom od blisko 80 lat. Czy z tego owocu da się jeszcze wycisnąć trochę soku? Scott Snyder („American Vampire„) postanowił udowodnić, że tak.
Mamy tu epickie starcia, kilka ciekawych przemyśleń, nowego przeciwnika, interakcje z Ligą Sprawiedliwości… wszystko, czego Czytelnik chciałby od przygód Człowieka ze Stali.

Na Ziemię spadają kolejne satelity. Wszystko wskazuje na robotę pewnej organizacji terrorystycznej. Problem w tym, że dotąd nikt nie miał dostępu do technologii pozwalających na podobne wybryki. Na ratunek przybywa Superman. W toku akcji odkrywa, że w sprawę zamieszana jest tajna organizacja wojskowa, Machina, na której czele stoi stary znajomy jednej z bohaterek tej historii. Gdzieś w cieniu czai się zaś potwór, który chce rzucić naszemu herosowi wyzwanie…

Na pierwszy rzut oka brzmi to jak kolejna banalna historyjka o Człowieku ze Stali, ale diabeł tkwi w szczegółach.

Kiedy opowiadasz o bohaterze z niemal boskimi mocami, trzeba się nieźle napocić, by wyzwanie nie było za małe lub nie ocierało się o kicz. Wiecie, Dragon Ball wyszedł tylko raz. Wymyślenie godnego przeciwnika, który nie obróci historii w śmieszność to jest jednak spore wyzwanie w tym przypadku. Zawsze można jeszcze uciec się do introspekcji. I tu scenarzysta daje popis swego talentu. Rzuca Supermana na żer równie potężnemu – jeśli nie silniejszemu – przeciwnikowi i łączy to z problematyką ograniczeń moralnych. Dorzućmy do tego trochę kwestii związanych z nowoczesnymi technologiami i metodami ich wykorzystania.

Snyder snuje też ciekawe przemyślenia na temat bohatera i jego funkcjonowania w świecie. Część refleksji przekazuje ustami nowego towarzysza-złoczyńcy, Gniewu. Nowy przyjaciel – i nowy przeciwnik – to obdarzony niesamowitymi mocami kosmita, który lekko zachwieje systemem przekonań Kal-Ela. Scenarzysta dorzucił do puli ciekawą postać, mroczne, lustrzane odbicie Supermana i ustawił obu mocarzy w dosyć niejednoznacznej relacji, którą można określać jako „najlepsi wrogowie”. To mieszanka podziwu i zajadłej rywalizacji oraz różnica priorytetów. Ich spotkanie jest jednym z najjaśniejszych, najlepiej napisanych momentów w „Wyzwolonym”.

Dzieło Snydera to w ogóle bardzo sprawnie poprowadzona historia, na jaką Superman zasługiwał od dawna. Mamy Lois Lane, dziennikarstwo śledcze, epickie starcia, konspirę, przez kadry przewija się też Nemezis głównego bohatera, Lex Luthor. Wszystkie elementy składowe spoczywają dobrze naoliwione na swoich miejscach.

No i jest jeszcze Jim Lee. Rysownik, którego chyba nie trzeba przedstawiać. Weteran Marvela, DC, Image. Przez lata wyrysował sobie drogę na szczyt i ani myśli z niego zejść. Rysunki w „Wyzwolonym” trzymają wysoki poziom. Lee świetnie sprawdza się w spektakularnych akcjach, dynamicznych rozpierduchach i pomnikowych kadrach z wyżyłowanymi herosami na pierwszym planie. Kobiety przedstawia w sposób piękny, posągowy, ale i z pazurem. Kiedy Superman przelatuje nad Biegunem, czujemy ten mróz.

Nie jest to najlepsze dzieło tego scenarzysty, ale też nie przynosi mu hańby. Bardzo porządnie wykonana robota z przebłyskami Snyderowskiego talentu. Mamy tu epickie starcia, kilka ciekawych przemyśleń, nowego przeciwnika, interakcje z Ligą Sprawiedliwości… wszystko, czego byśmy chcieli od przygód Człowieka ze Stali. Czy wnosi wielkie zmiany do opowieści o Supermanie? Raczej nie. Czy mimo to warto przeczytać „Wyzwolonego”?

Zdecydowanie tak.

//

BothSides02
Poprzedni

Phil Collins – król kochanego kiczu

Maciej Kuciara Dzika Banda 12
Następny

Maciej Kuciara - artysta pracujący nad filmami Marvel Studios [galeria]

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz