KOMIKS 

Świetlista brygada – anielska pulpa [recenzja]

Upadłe anioły w przebraniach nazistów stają naprzeciwko porzuconego oddziału amerykańskich żołnierzy.

Ostatnie dni II wojny światowej. Dwa walczące między sobą anioły spadają na Ziemię i rozpoczynają ciąg wydarzeń mogących doprowadzić do detronizacji Boga. Świadkiem tego jest amerykański oddział zabezpieczający wrogi teren. Żołnierze niespodziewanie zostają oświeceni i wplątani w trwający tysiące lat konflikt, który doczekał się właśnie kulminacyjnego momentu. Uzbrojeni w karabiny, wiarę i święte relikwie stawiają czoła niebiańskim buntownikom chcącym przejąć władzę w zaświatach.

Naziści i ich zainteresowanie zjawiskami paranormalnymi to wciąż dobra pożywka dla wyobraźni. Jednakże Peter J. Tomasi wykorzystuje ich bardziej jako tło wydarzeń niż pełnoprawnych bohaterów, ale dzięki temu udaje mu się uniknąć nadmiernych klisz i schematów. Tworzy rasową opowieść wojenną w stylu „Parszywej dwunastki” czy „Kompani braci”, pełną brutalnych scen, krwi, strzelanin, wybuchów, odciętych kończyn i jednostkowych dramatów, ale jednocześnie podszywa ją odrobiną czarnego humoru i fantastyką w stylu Mike’a Careya czy Neila Gaimana, w której mity i postacie z legend przenikają rzeczywistość. Więcej tu jednak sensacyjnej akcji niż drążenia natury wydarzeń i niestety nieco powierzchownego traktowania bohaterów. Autor co jakiś czas przypomina nam o rozterkach dręczących niektórych z nich, ale w ogólnym rozrachunku nie mają one większego znaczenia. Najważniejsza jest szybka akcja, trzymające w napięciu zawieszenia wątków i spektakularne sceny batalistyczne. Pod tym względem „Świetlista brygada” wypada wręcz wzorowo – nie ma tu ani chwili na wytchnienie czy zastanowienie się nad fabułą. Dodatkowo Tomasi wzbogaca całość o popkulturowe tropy i nawiązania, w szczególności do złotej ery komiksów i angelologii.

Graficznie album prezentuje się nad wyraz dobrze i jest to jego największy atut. Peter Snejbierg operuje prostą i przejrzystą kreską, a mimo to nie szczędzi interesujących szczegółów na drugim planie. Dynamiczne, pełne akcji i krwawe sceny świetnie prezentują się w mroźnych dekoracjach belgijskich lasów i wzgórz. W rezultacie „Świetlista brygada” jest lekkostrawną, bezpretensjonalną rozrywką z korzeniami sięgającymi pulpy i paranormalnego horroru, którą w najprostszej linii można porównać do gier z serii „Wolfenstein”.

Albatros
Poprzedni

Mroczna wieża #7: Mroczna wieża - wielki finał sagi [recenzja]

ucieczka gangstera
Następny

Ucieczka gangstera - chłopaki kontra dziewczyny [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz