KOMIKS 

Szklane miecze #2: Ilango – Festiwal słabych pomysłów [recenzja]

„Szklane miecze”. To brzmi dumnie. Może trochę pompatycznie, ale pachnie klimatem jednego z najoryginalniejszych pisarzy fantasy ostatnich lat, Stevena Eriksona. Jeśli jednak, zachęceni tytułem, sięgniecie po tę pozycję z nadzieją na niesamowitą przygodę – srogo się zawiedziecie.
„Szklane miecze” są kompilacją zgranych schematów fantasy, które znamy aż do obrzydzenia.

Europa ma bogate tradycje związane z komiksem fantasy. „Thorgal” i franczyza zbudowana wokół jego opowieści to tylko wierzchołek góry lodowej. Z Francji i okolic wypuszcza się rocznie całe tony historii wyglądających na nowe. Kolejną z nich są „Szklane miecze”. W tym wypadku – drugi tom serii. „Wyglądających” nie użyłem przez przypadek. Trzeba postawić sprawę jasno. Na chwilę obecną „Szklane miecze” są kompilacją zgranych schematów fantasy, które znamy aż do obrzydzenia. Nie tu jednak leży główny problem, przecież z każdą historią da się zrobić coś ciekawego… prawda?

Wszystko zaczyna się od zakapiornej młodej dziewczyny, Yamy, która w pierwszej części odnajduje zaklęty, szklany miecz, ale w zamian – traci ojca. Rodziciel, wódz niepokornej wioski, zostaje zabity przez tyranizującego okolicę dowódcę. Mała musi uciekać, po drodze napotyka nauczyciela…

Drugi tom zaczyna się jakiś czas później, kiedy historia kieruje bohaterów ku wielkiemu, stojącemu niewolnictwem, miastu. Panuje tam system kastowy, a ludzie z nizin nie mają lekkiego życia. Poznajemy też drugiego bohatera opowieści, psotnego Ilango, który zachowuje się jak sprytny, uliczny złodziejaszek, choć pochodzi z wysokiej kasty i jest synem dowódcy straży. Dziwne zbiegi okoliczności splotą losy bohaterów w jedno.

Ale nas to już dawno przestanie obchodzić. Poważnie, ten komiks zabija nudą. Ograne historie to nie problem, kiedy przedstawia się je w odpowiedni sposób. Tutaj nie ma sposobu. Żadnego. Pracę nad scenariuszem wyobrażam sobie jako intensywne kopiuj-wklej z innych komiksów i książek, zrównaną i zaszpachlowaną przyzwoitym, ale monotonnym stylem pisarki. Nie wiem, może to wina tłumaczenia, ale te dialogi zwyczajnie nie brzmią. Są jak deklaracje rzucane w próżnię, na które ktoś przypadkiem odpowiada. Próby ubarwienia rozmów i sytuacji żartami kończą się mniej więcej tak jak popisy staruszków ostatni raz odprowadzających dzieci do szkoły. Chcesz zwyczajnie odwrócić wzrok i znaleźć się gdzieś indziej. Jedyną ciekawostkę, jedyny powiew świeżości stanowi tu nadciągający kataklizm, szalejący niezależnie od poczynań lokalnych tyranów oraz starań tych dobrych.

Bohaterowie to kolejny festiwal dawno przemielonych i przetrawionych pomysłów. Już na początku tomu możemy obstawiać, co i z kim stanie się za kilka części.

To może chociaż grafika się broni? Tak, daje radę. Przyznam, że panoramy architektury i przyrody bywają imponujące. Monumentalne. Problem w tym, że szybko stają się monotonne. To samo ze strojami i wszelkimi ozdóbkami, ornamentami. Nuda. Chyba, że kogoś fascynuje mutacja południowoamerykańskich i egipskich pomysłów na budownictwo, wymieszana tak, by złagodzić wszelkie cechy charakterystyczne. Po kadrach plączą się sympatyczne stworki wyglądające jak pochodne misia koala skrzyżowane a to z koniem, a to z małpą. Ot, średnio udana próba wprowadzenia odrobiny egzotyki w plansze. Sylwetki postaci prezentują się nieźle, choć wydłużone twarze średnio się tu sprawdzają. Co gorsza, lico mentora Yamy przypomina skrzyżowanie Christophera Lamberta i Mela Gibsona z ich niekoniecznie najlepszych lat.

„Szklane miecze” trafi może do dziesięcio-dwunastolatków, ale chyba nikogo więcej. A i szkraby mogą poczuć się obrażone komiksem, który przeczytają. Mało kto znajdzie tu coś interesującego. Odpuśćcie sobie.

Emanuele Taglietti DB
Poprzedni

Emanuele Taglietti - włoska erotyka, horror i pulp [galeria NSFW]

Harry Potter DB
Następny

Szkicownik z magicznymi zaklęciami z Harry'ego Pottera [galeria]

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz