KOMIKS 

Tokyo Ghoul #1 – mroczne urban fantasy [recenzja]

„Tokyo Ghoul”, to po „Ataku Tytanów”, jeden z głośniejszych komiksowych tytułów ostatnich lat w Japonii. Zamknięta w czternastu tomach opowieść z gatunku mrocznego urban fantasy rozeszła się tam w prawie siedmiomilionowym nakładzie. Czy polscy czytelnicy pokochają ją równie mocno?

W zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie. Teoretycznie jest tu wszystko co powinna mieć w sobie wzorcowa historia tego typu przeznaczona dla nieco starszej młodzieży. Jest sympatyczny, wyalienowany bohater wiecznie trzymający nos w książkach i poszukujący romantycznego uczucia; jest mroczna, brutalna, niezwykle agresywna i niedostępna zwykłym śmiertelnikom (chyba, że w ostatnich chwilach ich życia) społeczność ukrywająca się pośród ludzi; jest sporo spektakularnej akcji ożywiającej fabułę, kilka ładnych i tajemniczych bohaterek oraz odrobina filozoficznego rozważania na temat istoty człowieczeństwa. A wszystko to w proporcjach odpowiednio wyważonych.

Punktem wyjściowym dla „Tokyo Ghoula” było groteskowe opowiadanie Franza Kafki „Przemiana”, które dotyczyło wewnętrznej i zewnętrznej transformacji bohatera.

Główną postacią dramatu jest student Ken Kaneki –introwertyk, romantyk i jednocześnie człowiek typu „przepraszam, że żyję”, który w wyniku pogoni za miłością zostaje napadnięty przez ghoula – istotę wampiropodobną, żywiącą się wyłącznie ludzkim mięsem. Niefortunny zbieg okoliczności sprawia, że potwór ginie, a on sam, w wyniku poniesionych ran, otrzymuje jego organy. Dopiero teraz tak naprawdę rozpoczyna się horror chłopaka, który nie tylko odkrywa mroczną stronę miasta, ale musi walczyć z niepohamowanym głodem.

Sui Ishida bardzo sprawnie prowadzi narrację, umiejętnie wydzielając czas zarówno na akcję jak i spokojniejsze momenty, w których główne skrzypce odgrywają uczucia i emocje. Nieustannie operuje przy tym gęstą atmosferą grozy i niekiedy całkiem mocnymi scenami. Co ciekawe punktem wyjściowym dla „Tokyo Ghoula” było groteskowe opowiadanie Franza Kafki „Przemiana”, które dotyczyło wewnętrznej i zewnętrznej transformacji bohatera. Tej właśnie transformacji i wynikających z niej implikacji dużo miejsca poświęca Ishida, skupiając się bardziej na relacjach między bohaterami i samym społeczeństwem niż suchą nawalanką, której zresztą nie brakuje, a która jest wręcz miłym dodatkiem do całości.

Graficznie Ishida niczym szczególnie się nie wyróżnia na tle wielu innych mangowych wyrobników. Jego kreska jest miękka, pozbawiona cech szczególnych, często popadająca w nadmierne uproszczenia, postacie smukłe a tła ładnie przekopiowane ze zdjęć. Niby nic szczególnego, ale w połączeniu z mroczną atmosferą i częstym operowaniem czernią i cieniami ilustracje wypadają całkiem znośnie.

RTL
Poprzedni

Deutschland 83 - zimnowojenne rozgrywki [recenzja] [serial]

Albatros
Następny

Mroczna Wieża #2: Powołanie trójki - Saga nabiera rumieńców [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz