KOMIKS 

Tomie tom 2 [recenzja]

Będąca antologią krótszych historyjek, dwutomowa „Tomie” powstawała na przestrzeni trzynastu lat i jest ona świetnym materiałem dającym wgląd w rozwój talentu pisarskiego i rysowniczego Junji Ito – najbardziej rozpoznawalnego dentysty, który stał się bogiem japońskiego horroru.

Pierwszy album zbierający dziewięć opowieści był swoistym polem doświadczalnym dla autora, gdzie testował swoje umiejętności. Nieporadność z jaką prowadził narrację i niedostatki w rysowniczym kunszcie były zauważalne, ale też dało się wyczuć, że jego podejście do grozy jest zupełnie nowatorskie. Drugi tom, na który złożyło się jedenaście historii pochodzących ze znacznie późniejszego okresu twórczego, to już zupełnie inna para kaloszy. Progres widoczny jest gołym okiem, a opowieściom i sposobie ich reprezentacji bliżej już do będącego arcydziełem „Uzumaki”.

Ito praktycznie całkowicie zrezygnował z highschoolowej dramy, którą tak mocno eksploatował w poprzednim tomie i zaczął wykorzystywać zupełnie różnorodną tematykę, bardziej dojrzalszą. Licealiści ustąpili miejsca młodym dorosłym, a szkolne problemy zastąpiły zagadnienia często ocierające się o kwestie społeczne. Ten swoisty upgrade sprawił, że siła z jaką uderzają poszczególne epizody jest znacznie większa. I choć sposób opowiadania i rysowania się zmienił, główna bohaterka nadal pozostała sobą – demonicznym pasożytem, egocentrycznym, czerpiącym przyjemność z cierpienia innych i nieśmiertelnym.

Tomie to istna femme fatale wzbudzająca w mężczyznach niepohamowane pożądanie, które sprawia, że ma nad nimi całkowitą kontrolę. Jej sposób bycia i działania zawsze doprowadza do krwawej tragedii, ale motywy nie zawsze są do końca jasne. Jako, że istota ta ma zdolność duplikowania się, w każdym shorcie mamy do czynienia z inną Tomie – jednej zależy na dobrej, brutalnej zabawie, innej na poklasku ze strony płci przeciwnej, a kolejnej na bogactwie i błyskotkach. Zdaje się jednak, że jej nadrzędnym pragnieniem, zupełnie pierwotnym i podświadomym jest chęć  rozmnażania się – jednak nie w klasycznym rozumieniu, a poprzez kopiowanie, do którego doprowadzić może wyłącznie rozczłonkowanie. Tak więc chcąc nie chcąc wiele opowieści kończy się i zaczyna bardzo podobnie, ale tutaj objawia się niezwykły talent Ito do ogromnego różnicowania podobnych przypadków. Nawet nie umiem wskazać najlepszej historii z tego zbiorku, wiele prezentuje podobny, bardzo dobry poziom, ale chyba najbardziej przemówił do mnie obrzydliwy, oryginalny „Zacier”, a sporo podskórnej grozy wstrzyknęły „Chłopiec”, „Włosy” i „Niania”, które reprezentują horror psychologiczny.

Każda opowieść, bez wyjątku, przyozdobiona jest sporą ilością wizualnych okropności, w których rysowaniu Ito już się całkiem nieźle wyrobił. Zaskakujące jest dla mnie też, z jaką łatwością potrafi łączyć te potworności ze zwiewnością, delikatnością i pięknem reprezentowanym przez kobiety. Ot taki spektakl przeciwności.

Drugi tom „Tomie” to już prawie ten sam Junji Ito jakiego poznaliśmy w „Uzumaki” czy „Gyo” – sugestywny, przerażający do szpiku kości i pomysłowy. Dla fanów jego twórczości pozycja obowiązkowa, a dla początkujących świetny start przygotowujący do bardziej mrocznych i powykręcanych wizji, jakie stworzył na późniejszym etapie kariery.

M80
Poprzedni

100 najlepszych popowych piosenek #30-21

Monolith Films
Następny

Dziewczyna warta grzechu [film] [komedia]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz