KOMIKS 

Tysiąc sztormów [recenzja] [komiks]

Jednym z najbardziej obleganych autorów na tegorocznej Komiksowej Warszawie był Tony Sandoval. W kolejce po autograf i rysunek trzeba było czekać długo i cierpliwie, ponieważ Tony bardzo przykładał się do tworzenia każdego z obrazków. I nic dziwnego, już rzut oka na okładkę „Tysiąca sztormów” utwierdza nas w przekonaniu, że mamy do czynienia z wyjątkowym artystą.

Z moich obserwacji wynika, że Tony Sandoval to ten rodzaj uprzywilejowanego artysty, który ma tyle samo fanek, co fanów. Podobnie jak Neil Gaiman, w swoje magiczne, groźne światy potrafi wpleść delikatność i tajemniczość, tworząc bohaterów z którymi i starsi czytelnicy i przede wszystkim ci młodsi, natychmiast znajdują nić porozumienia. Wielka w tym zasługa wybitnie indywidualnego stylu rysowania meksykańskiego artysty. Mamy tu do czynienia z  komiksowym rodzajem magicznego realizmu, gdzie tajemnica miesza się z przyziemnością doświadczeń życiowych bohaterów. Postacie Sandovala mieszczą się gdzieś między rysunkiem karykaturalnym, a po prostu dziecięcym – ich fizyczność jest wybitnie umowna, cieniutkie kończyny kontrastują z dużymi głowami, ale w jakiś magiczny sposób tym silniej przemawiają do naszej wyobraźni i wyzwalają emocje. Dowodem niech będzie reakcja mojej nastoletniej córki, wielbicielki mangi, której nie interesują piętrzące się u nas na półkach stosy niekiedy wielu znakomitych komiksów, a na widok okładki „Tysiąca Sztormów” sięgnęła natychmiast po komiks, zaczęła kartkować i po chwili wyraziła zachwyt nad kreską autora. Ale przecież nie tylko rysunki są siłą Sandovala, ale również niejednoznaczne, pokręcone historie.

Lisa, bohaterka „Tysiąca sztormów”,  jest trochę inna. Inna i dziwna, żyje w swoim świecie. Może to i banał, bo przecież to samo da się powiedzieć o wielu nastolatkach. Jest jednak coś jeszcze. Lisa mieszka u swojej chrzestnej, razem z jej nieznośnym synem. Matka dziewczyny zmarła jakiś czas temu, a ojciec gdzieś zniknął. Lisa najbardziej lubi przebywać w swoim towarzystwie. Pewnego dnia znajduje tajemniczy hełm. Zakładając go, upodabnia się do bogini-wojowniczki. Później znajduje jeszcze tajemnicze przejście, które tworzą dwa dziwnie wygięte konary drzewa. Oczywiście nie omieszka przejść przez wrota i decyzja ta będzie wkrótce obfitować w katastrofalne skutki nie tylko dla niej samej, ale i dla innych dzieciaków z jej miasteczka. Za przejściem żyją bowiem mroczne, diabelskie siły, których działania Lisa nieświadomie uruchomiła.

Może to „nieświadomie” jest nie do końca dobrym określeniem. W głębszej warstwie „Tysiąc sztormów” jest opowieścią  o próbie pogodzenia się ze stratą. Był już jeden komiks, który opowiadał o tym aspekcie życia w absolutnie genialny sposób – wznowione niedawno „Trzy cienie” Cyrila Pedrosy. Tam jednak w daleką podróż w głąb siebie udawała się dorosła osoba. Tu mamy do czynienia z młodą bohaterką, której percepcja rzeczywistości różni się mocno od percepcji osoby dorosłej, choć w przypadku obu komiksów duchowe poszukiwania bohaterów objawiają się jako wędrówka w niezwykły, wyobrażony świat, który nabiera znamion realności. Dziecku z pozoru prościej jest potykać się z bezlitosną rzeczywistością,  potrafi ono nagiąć ją do własnych wyobrażeń i usprawiedliwić, wyjaśnić, bądź oddalić od siebie przykre okoliczności. To jednak zawsze kosztuje i o tym jest właśnie po części komiks Sandovala. Ale nie tylko o tym. Znowu zabrzmi to banalnie, ale każde podróże kształcą – także te w głąb siebie. Lisa ze swojej wraca z niebagatelnym bagażem doświadczeń, nauczona czegoś nowego o sobie i o świecie, gotowa na następną podróż, którą zafunduje jej przyszłość. A czytelnik po zakończonej historii pozostaje z tym jakże przyjemnym, wszechogarniającym uczuciem, które zawsze budzi lektura mądrego, trochę też niepokojącego, ale  przede wszystkim pięknego w swej formie dzieła.

 
Dzika Banda
Poprzedni

Deadline (XIV)

Space / Syfy
Następny

Killjoys [serial] [sci-fi]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz