KOMIKS 

Uncanny Avengers #1: Czerwony cień – cień rozczarowania [recenzja]

“Uncanny Avengers” to już trzecia na naszym rynku seria z Mścicielami w tytule, a po jej lekturze można jedynie powiedzieć, że zupełnie niepotrzebna.

Rick Remender („Black Science„) wziął się za bary z tematem wałkowanym w uniwersum Marvela od samego początku jego istnienia, czyli niechęcią społeczeństwa do mutantów. Motyw ten ogrywany był na setki sposobów, a jego formuła wyczerpała się lata temu, czego przykładem niech będzie pisany przez Bendisa “Uncanny X-Men”, w którym autor nie za dużo miał do powiedzenia. Podobnie, ale znacznie gorzej, jest z “Czerwonym cieniem”, od którego aż zionie pompatycznością. Wygląda to tak, jakby Remender cofnął się do początków i zasięgnął porad scenopisarskich od samego Stana Lee. W efekcie kuleje logika, dialogi pachną świeżo ściętym drewnem, konflikt i jego punkty zaczepienia są pretekstowe a całość sprowadza się do efektownego mordobicia przetasowanego ze smutnymi pogadankami.

W “Uncanny Avengers” ciężko się doszukać jakiegoś potencjału na ciekawsze rozwinięcie historii. Nic tu nie przekonuje, ani Red Skull w roli mutanciego antagonisty (jego motywy są zupełnie nieznane), ani nie pasujące do konwencji pomysły wyjęte wprost z groszowych czasopism (przeszczep mózgu profesora Xaviera sposobem na przejęcie jego mocy), ani bohaterowie (których jest po prostu za dużo) wygłaszający głębokie przemowy. Album ten, jak żaden inny, obnaża największą bolączkę gatunku superbohaterskiego – wszystko stoi w miejscu. Od ponad pięciu dekad X-Meni borykają się z tym samym problemem postrzegania mutantów przez świat, który tak naprawdę już dawno nie powinien mieć racji bytu, a przynajmniej znacząco powinien ewoluować.

Ciężko się czyta tę opowieść, natychmiast wyparowuje ona z głowy i nie pomagają jej nawet przyzwoite rysunki Johna Cassady’ego, którego stać jednak na znacznie więcej. O wiele lepiej prezentują się, bardziej interesujące od strony kompozycji i kreski, ilustracje Olivera Coipela, który narysował ostatni rozdział  “Czerwonego cienia”.

Jeśli zatem bardzo cierpicie na niedostatek tytułów z oferty Marvel NOW!, niestraszne wam przysypianie podczas lektury i pretekstowa fabuła to śmiało sięgajcie po “Uncanny Avengers”. W innym przypadku omijajcie ten tytuł z daleka.

12 prac asterixa
Poprzedni

Dwanaście prac Asterixa - genialne wariactwo [recenzja]

Ezop
Następny

Być jak tygrys - sekretne życie dzikich zwierząt [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz