KOMIKS 

Valerian. Wydanie zbiorcze t.2 [recenzja]

„Valerian” jest wyjątkową serią science fiction. To w niej tkwią korzenie wielu drobnych pomysłów i gatunkowych patentów z powodzeniem wykorzystywanych po dziś dzień we wszystkich gałęziach popkultury. Na jej łamach przez kilka dekad podejmowano też, w sposób dowcipny i inteligentny, ważkie społeczne tematy, dzięki czemu była ona (i jest nadal) nie tylko doskonałą rozrywką, ale i ważnym elementem dialogu i obywatelskiego komentarza.

Zaangażowanie Christina chyba najwyraźniej widoczne jest w trzech albumach składających się na drugie wydanie zbiorcze przygód agenta czasoprzestrzeni. W „Krainie bez gwiazd”, będącej niejako hołdem dla cyklu „Pellucidar” Burroughsa, autor w przezabawny sposób nabija się zarówno z kultu macho, feminizmu jak i bezsensownej wojny płci. „Witajcie na Alflololu” to manifest strapionego ekologa, próbującego pogodzić rozwój cywilizacyjny z prawem do życia w zgodzie z naturą. Tutaj też słychać wyraźne echa europejskiej kolonizacji Ameryki, ale odbijające się w znacznie lżejszym tonie. Z kolei „Władca ptaków” porusza temat walki ludu z ciemiężycielską dyktaturą, stawia przeciw sobie zamordyzm dominacji i płynący z desperacji i braku nadziei bunt, by w finale zaserwować zakończenie, z którego z lubością skorzystali później twórcy dwóch części „Obcego”.

Jak widać „Valerian” to przeogromna kopalnia pierwiastków wzbogaconych o motywy społeczne i tak też pozostanie do samego końca serii. Są one bezsprzecznie ważne, ale też w znakomity sposób stają się motorami napędowymi wciągających, barwnych i zabawnych opowieści, w których dominuje przede wszystkim akcja i kreacjonizm. Christin swoich przesympatycznych bohaterów co rusz rzuca na niezwykłe planety pełne osobliwych gatunków roślin, zwierząt, zjawisk i rozumnych istot. Jego wyobraźnia jest wręcz nieposkromiona, a dzięki temu każdy album owiewa  czytelnika przyjemną oryginalnością i świeżością – co jest bardzo istotne, bo pomimo upływu już ponad czterech dekad, te historie absolutnie się nie zestarzały, a dodatkowo zyskują nowego wymiaru przy konfrontacji z dziełami, które później garściami czerpały z ich dorobku.

Kolejnym atutem serii są bohaterowie, tytułowy Valerian i jego towarzyszka Laurelina. Ich relacje działają na zasadzie wody i ognia, Valerian to logicznie myślący służbista (pod tym względem blisko mu do Spocka), a Laurelina kieruje się przede wszystkim uczuciami i zupełnie inaczej postrzega wiele spraw. Dzięki tym różnicom te dwie postacie doskonale się uzupełniają, wciąż między nimi iskrzy, a przy tym są bardzo autentyczne.

Sukcesu „Valeriana” nie byłoby bez Mezieresa, utalentowanego rysownika, który na równi ze scenarzystą wykazywał się wyczuciem kadru, perspektywy i kompozycji oraz ogromną pomysłowością w kreowaniu wszystkiego. Osobliwe domostwa wybudowane na grzbietach ogromnych karaczanów i design strojów zachwycają w „Krainie bez gwiazd”, a struktury monumentalnych budowli i fabryk w „Witajcie na Alflololu” zdumiewają rozmachem, podobnie zresztą jak prymitywne, barbarzyńskie wręcz budynki „Władcy ptaków”.

Talent obu autorów sprawił, że „Valerian” wciąż pozostaje jednym z najważniejszych i najciekawszych dzieł science fiction, które wciąż pobudza wyobraźnię zarówno czytelników jak i innych twórców. Z niecierpliwością oczekuję kolejnych niewydanych dotąd u nas tomów, jak i filmowej adaptacji Luca Bessona, który nie raz pokazał swe uwielbienie do tej serii.

Albatros
Poprzedni

Magisterium #1: Próba żelaza

Mag
Następny

Pozaświatowcy #1-3 [książka] [fantasy]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz