KOMIKS 

Velvet #1: U kresu – dojrzałe laski rządzą [recenzja]

Co by było gdyby James Bond został zabity na misji, a sekretarka naczelnika, panna Moneypenny, okazała się mieć zupełnie inną, niepasującą do niej osobowość? Właśnie te interesujące kwestie podejmuje Ed Brubaker w szpiegowskim “Velvet”.

As tajnej agencji szpiegowskiej, ARC-7, o której inne służby wywiadowcze zupełnie nie mają pojęcia, ginie podczas akcji. Sytuacja jest podejrzana, bo wygląda to na drobiazgowo zaplanowaną egzekucję, a krótkie i intensywne śledztwo wskazuje na jednego z emerytowanych agentów. Wiary w te rewelacje nie daje Velvet Templeton, zaufana asystentka szefa, która na własną rękę postanawia zweryfikować kilka faktów. Szybko i dość brutalnie okazuje się, że to tylko wierzchołek góry lodowej, który sprawia, że sekretarka również trafia na celownik.

Brubaker dał się poznać jako scenarzysta doskonale czujący tradycyjne noir, które umiejętnie łączył z horrorem (”Fatale”), opowieścią policyjną (“Gotham Central”) czy nawet superbohaerską (“Sleeper”). Okazuje się też, że nawet szpiegowski thriller nie stanowi dla niego wyzwania, co dobitnie udowadnia za pomocą “Velvet”, serii garściami czerpiącej z obu gatunków. Przy czym ta gatunkowość stanowi jedynie punkt wyjścia do opowieści ostatecznie zrywającej z wszelkimi schematami i regułami konwencji. W pierwszych aktach dostajemy praktycznie wszystko za co uwielbiamy historie szpiegowskie: twardych i jednocześnie uroczych agentów, piękne kobiety, efektowne strzelaniny i pościgi, odrobinę erotyki, humoru i przydatnych gadżetów, sporo przemocy no i interesującą zagadkę, w której tak naprawdę nie chodzi o ratowanie świata. Jednak stopniowo, z każdym kolejnym rozdziałem Brubaker wszystko przenicowuje. Atmosfera zagęszcza się coraz bardziej, poziom przemocy leci w górę, lekki humor ustępuje temu czarnemu, zagadka mocno się komplikuje, a scenarzysta najczęściej zaczyna zabawę tam, gdzie twórcy przygód Bonda, Bourne’a czy Ryana zazwyczaj kończą.

Pomijając nawet doskonale skonstruowaną fabułę, interesującą formę narracji, a nawet bardzo realistyczne i nastrojowe rysunki Steve’a Eptinga wespół z kolorami Elizabeth Breitweiser, najmocniejszym atutem “Velvet” są postacie, z tytułową na czele. Velvet to seksowna dojrzała kobieta, diablo inteligentna, skrupulatna, posiadająca pamięć fotograficzną, a wraz z rozwojem akcji ujawnia swe prawdziwe oblicze, które udało jej się ukryć nawet przed najbystrzejszymi agentami (których, nawiasem mówiąc, uwielbia pieprzyć przed “samobójczymi” misjami), i inne rozliczne talenty. Brubaker psychologicznie rozegrał ją wyśmienicie, zbudował solidne fundamenty motywacyjne, zapewnił intrygującą przeszłość no i dał jej niezły charakterek. O tym jak ta postać jest przekonująca i jak oddziałuje na czytelników, świadczy chociażby jeden z listów od fanki do autora: Dear Mr. Brubaker, Thank you for making a female heroine who isn’t 20 years old, but still has it going on. Sincerely, An Old Chick.

“Velvet” to świetny thriller szpiegowski, a także zapowiedź nowych czasów, w których szarmanccy agenci odchodzą do lamusa, a ich miejsce zajmują twarde sekretarki przed emeryturą.

M2 Films
Poprzedni

Zanim się obudzę - troszkę bajki, troszkę strachu [recenzja]

Fox Games
Następny

Hexx - wyścigowa układanka [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz