KOMIKS 

Vreckless Vrestlers – „Kung Fury” komiksu [recenzja]

„Vreckless Vrestlers” Łukasza Kowalczuka są dla komiksu tym co „Kung Fury” dla kinematografii – przecudnym hołdem dla popkultury lat 80. i 90., zrealizowanym z pasją i miłością, poruszającym sentymentalne struny, dostarczającym ogromu niezobowiązującej rozrywki i radości.

Autor książki o wydawnictwie TM-Semic znany jest z tego, że lubi wszystko to co powszechnie uznawane jest za w złym guście. Undergroundowe komiksy z surrealistycznymi pomysłami, zapomniane przez świat animacje, kino klasy B, C, D itd., kuriozalne zabawki itp. są tym co napędza jego wyobraźnię. „Vreckless Vrestlers” wyrastają na żyznym gruncie szlamu popkultury i są hołdem dla wrestlingu, nieuzasadnionej przemocy, marnego science fiction i pozostałych fascynacji scenarzysty i rysownika w jednym.

„Vreckless Vrestlers” to album stworzony z miłości do złego smaku, w pełni rozrywkowy, dostarczający wręcz sadystycznej przyjemności z obcowania z krwawymi walkami.

Komiks przybliża nam pięćdziesiątą dziewiątą edycję tytułowej Profesjonalnej Międzywymiarowej Ligi Wrestlignu, w której brak zasad jest jedyną obowiązującą regułą. Pieczę nad całością sprawuje tajemniczy The Manager, który pozyskuje zawodników z przeróżnych okresów czasu, przestrzeni i wymiarów. Fabuły tu niewiele, ale po sportowej rywalizacji oczekuje się wyłącznie świetnego widowiska i dobrej zabawy, co też otrzymujemy aż w nadmiarze. Każdy pojedynek to emocjonujące widowisko pełne zwrotów akcji, dramaturgii, brutalności i humoru. Każdy jest inny, starannie przemyślany, malowniczy i zróżnicowany.

Interesująca jest też kreacja całego wszechświata, który przybliżony został raptem w kilku krótkich retrospekcjach i kadrach, ale za to rzeczowo i wyczerpująco. Niemniej największą atrakcję stanowią oczywiście bohaterowie zawodów, świetnie obmyśleni przeciwnicy z zestawem unikalnych cech i umiejętności. W szczególności urzekli mnie Crimean Crab będący pokłosiem zjawiska zapoczątkowanego przez fenomen Żółwi Ninja, Vegan Cat wzorowany na japońskich animacjach („Samurai Pizza Cats”?) czy Sergeant Reptilion, z rasy humanoidalnych jaszczurów pojawiających się w prozie H.P. Lovecrafta, Roberta E. Howarda czy chociażby w „Star Treku” i „Doktorze Who”. Kowalczuk wykreował jednak znacznie obszerniejszą galerię postaci poza ósemką biorącą udział w finałach i są one równie osobliwe i czarujące.

Graficznie autor nawiązuje do estetyki undergroundu. Sceny kreśli grubą kreską przypominającą mieszankę stylu dziecięcego i karykatury, ale robi to w pełni świadomie i takie podejście jest ogromną zaletą albumu, który z jednej strony epatuje przemocą i gore, a z drugiej robi to w sposób wręcz słodki i sympatyczny.

„Vreckless Vrestlers” to album stworzony z miłości do złego smaku, w pełni rozrywkowy, dostarczający wręcz sadystycznej przyjemności z obcowania z krwawymi walkami i osobliwymi uczestnikami. Mam nadzieję, że autor dotrzyma słowa i wkrótce wystartuje z kontynuacją Międzywymiarowej Ligii Wrestlingu, bo jeden album to zdecydowanie za mało.

NBC
Poprzedni

Blindspot - Dziewczyna z tatuażami [recenzja] [serial]

theblackandblue
Następny

Najsłabsze filmy Ridleya Scotta

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz