KOMIKS 

Wieczne zło – źli kontra jeszcze gorsi [recenzja]

“Wieczne zło” to pierwszy wielki crossover rozgrywający się w ramach Nowego DC Comics, który w zamierzeniu wcale nie miał prowadzić do kolejnych rozległych zmian, a jedynie mocno uprzykrzyć życie superbohaterom.

Wydarzenia prowadzące do tego zajścia rozegrały się na łamach “Shazam!”, “Amerykańskiej Ligi Sprawiedliwości” i “Trójki”. Tutaj więc stykamy się z konsekwencjami pewnych wyborów i próbą zażegnania zaistniałego kryzysu. Geoff Johns w tej opowieści zastosował dwa interesujące patenty, które sprawiają, że “Wieczne zło” jest nawet interesującą lekturą. Po pierwsze, z głównych wydarzeń zupełnie wyłączył członków Ligi Sprawiedliwości, czyli Supermana, Wonder Woman, Flasha i pozostałych (Batman odgrywa jedynie marginalną rolę), dzięki czemu w fabule mamy znikomą ilość sytuacji, w których główne role odgrywają mięśniacy; po drugie, losy Ziemi powierzył w ręce superzłoczyńców, którzy podzieleni między sobą muszą postawić się w rolach “tych dobrych”. Jest to znacznie lepsze rozwinięcie pomysłu, z którego wyszedł Jim Krueger w “Sprawiedliwości”, ukazujące  skomplikowane relacje, nieoczywiste rozumowanie, a niekiedy wewnętrzne przemiany jakich doświadczają “ci źli” w trakcie zaistniałych wydarzeń.

Z równoległej rzeczywistości przybywa na Ziemię Syndykat Zbrodni, złe do szpiku kości odpowiedniki naszej Ligi Sprawiedliwości. Wprowadzając swoje porządki werbują w szeregi część złoczyńców i sukcesywnie pozbywają się pomniejszych herosów. Niektórym los podwładnych zupełnie nie odpowiada i dzięki interesującym zbiegom okoliczności łączą siły w nierównej walce o swój byt, a zupełnie przy okazji o byt naszego świata.

Geoff Johns w “Wiecznym źle” wspina się może nie na szczyt swoich możliwości, ale na pewno bardzo wysoko. W lekki sposób spaja ze sobą losy kolejnych bohaterów, solidnie motywuje ich działania, logicznie kieruje poczynaniami. W niektórych wypadkach w udany sposób rozwija postacie charakterologicznie (świetnie poprowadzony Luthor i Bizzaro), a z Syndykatu Zbrodni tworzy galerię iście intrygujących zbrodniarzy. Więcej miejsca poświęca też na aktywność inną niż bijatyki – choć tych oczywiście nie brakuje – dzięki czemu udowadnia tezę, że komiks superbohaterski z powodzeniem może rozgrywać się w sferze działań umysłowych a nie tylko pięściarskich. Całość przyprawia jeszcze odrobiną dosłownej brutalności, która w komiksach DC jest bardzo rzadko spotykana, a która świetnie spełnia tu swoją rolę.

“Wieczne zło” okazuje się być całkiem udanym, bardzo rozrywkowym i w pewnych aspektach nieszablonowym crossoverem, który na tle pozostałych propozycji z Nowego DC Comics wypada wręcz znakomicie. A do tego jest nawet solidnie zilustrowany przed Davida Fincha.

In Rock
Poprzedni

Black Sabbath: u bram piekła - szczere do bólu opus magnum Micka Walla [recenzja]

paweł gozlinski
Następny

Paweł Goźliński - polskość jest psychopatologią [wywiad]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz