KOMIKS 

Wiedźmin: Dzieci Lisicy – Najbardziej lubimy piosenki, które znamy [recenzja]

Romansu Geralta z wydawnictwem Dark Horse ciąg dalszy. Na wyprawę ponownie zabiera nas duet Paul Tobin i Joe Querio. Jak przewodnicy wycieczki wypadli tym razem?
Historia napisana przez Paula Tobina to sprawna, inteligentnie poprowadzona opowiastka przygodowa.

Wiedźmina zastajemy, gdy wraz z kumplem krasnoludem (nie jest to nikt ze znanej z książek kompanii) próbuje znaleźć transport do Novigradu, największego miasta w regionie. Przedzierają się przez gęsty las, aż docierają do lokalnego portu, gdzie natrafiają na kupca i kilku szemranych awanturników. Jedyną pozytywną cechą, jaką posiadają, jest statek, który umożliwiłby naszym bohaterom wydostanie się z zapadłej dziury. Mimo wątpliwości, Geralt przystaje na propozycję, by chronić resztę podróżnych. Okazuje się, że wdepnął w okrutne bagno, z którego tak łatwo się nie wydostanie…

Historia napisana przez Paula Tobina to sprawna, inteligentnie poprowadzona opowiastka przygodowa, niewymagająca znajomości Sagi czy opowiadań, a jednocześnie bardzo dobrze wpisująca się w klimat tych drugich. Autor w przyjemny sposób bawi się iluzjami, pograniczem iluzji i świata postrzeganego jako realny, zwodzi zmysły bohaterów – a czasem nawet i nasze. Fakt, że nie ma w tym nic odkrywczego nie przeszkadzałby, gdyby nie jedno ale…

Niektórzy czytelnicy mogli już widzieć tę akcję. „Dzieci Lisicy” to pomysł żywcem przeniesiony z „Sezonu burz” Sapkowskiego. Dodano trochę szczegółów, nowych scen, zmieniono bohaterów, ale generalna idea pozostała. Z jednej strony to miły ukłon w stronę materiału źródłowego, z drugiej – brak oryginalnych pomysłów trochę niepokoi.

Dialogi nieco odstają od poziomu i ostrości, do jakich przyzwyczaił nas ojciec wiedźmina, ale widocznie nie wszystko można zaadaptować na mowę Szekspira i przenieść z powrotem na polski bez uszczerbku. Z drugiej jednak strony – gry sobie pod tym względem poradziły, a i medium komiksowe już wiele lat temu ewoluowało, jeśli chodzi o pisanie dowcipnych, ciętych rozmów. Kilka wulgaryzmów rzuconych mimochodem sprawy nie załatwia. Niemniej i Tobinowi zdarzyło się sprezentować w tym albumie kilka błyskotliwych wymian zdań. Cała historia zaś przyjemnie, nieśpiesznie płynie z prądem, dzięki czemu każdy zryw akcji odczuwamy ze zdwojoną siłą.

W snuciu opowieści wtóruje Tobinowi rysownik Joe Querio. Grafik wyraźnie inspiruje się estetyką gier CD Projectu, ale wychodzi mu to na dobre. Uważny obserwator dostrzeże też odległe echa wpływów Mike’a Mignoli. Plansze ociekają nieprzyjaznym, bagiennym klimatem, a czytelnik ma wrażenie, że w każdym zakolu rzeki, którą płyną bohaterowie, czai się jakaś wygłodniała bestia. Kolorystyka utrzymuje ponury nastrój. Querio stworzył bardzo porządną otoczkę dla niewesołej powieści drogi.

Mimo powtórki z rozrywki, warto sięgnąć po „Dzieci lisicy”. Album utrzymano w przyjemnie ponurym nastroju, bohaterowie są tu krwiści i ogólnie dobrze się to wszystko czyta. A jeszcze przyjemniej ogląda. A jeśli nie przeszkadza Wam zapożyczenie z „Sezonu burz” lub książki nie czytaliście, spokojnie możecie dodać do oceny jeden punkt. Jako wiedźmiński epizod sprawdza się świetnie.

lost-after-dark.37448
Poprzedni

Lost After Dark - filmowy sampling lat 80. [recenzja]

Replika
Następny

Rozmowa z botem [patronat]

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz