KOMIKS 

Wolverine i X-Men #2: Szkoła przetrwania – solidna lekcja survivalu [recenzja]

W kolejnym tomie przygód Wolverine’a i jego podopiecznych nie tylko dowiemy się, że słaby z niego nauczyciel, ale też odkryjemy kolejny strzęp z jego dalekiej przeszłości.

“Wolverine i X-Men” to lekka, chwilami zabawna i pełna akcji seria skierowana do młodzieży. Jason Aaron, scenarzysta lubujący się w obnażaniu najmroczniejszych zakamarków ludzkiej duszy w pełnych przemocy i naturalizmu seriach (“Skalp”, “Bękarty z południa”), całkiem nieźle też sprawdza się w tytułach, w których nader często trzeba zawieszać na kołku niewiarę. Tym razem autor wysyła Logana i jego uczniów do Savage Landu, miejsca gdzie wciąż żyją dinozaury, na lekcję survivalu. W pedagogiczne plany belfra brutalnie wkrada się jego z dawna niewidziany brat, który sam chętnie udzieli swojemu przeciwnikowi kilku cennych lekcji.

“Szkoła przetrwania” choć jest prostą opowiastką o zemście, w którą wpleciono wątek będący ciągiem dalszym “Genezy” oraz sporą dawkę science fiction, ma w sobie dużo uroku. Zasługa w tym przede wszystkim dzieciaków odkrywających swoje moce i szlifujących relacje, stanowiących sympatyczną przeciwwagę dla Wolverine’a, który widzi w nich siebie sprzed wielu dekad. Aaron zaserwował sprawną, dynamiczną opowieść, z umiejętnie wplecionymi retrospekcjami, w używaniu których zdaje się być specjalistą. Wisienką na torcie tego albumu jest ostatni rozdział, w którym autor przenosi akcję dwadzieścia pięć lat w przyszłość, gdzie mamy okazję zobaczyć jak potoczą się losy niektórych wychowanków. Bardzo fajny to zabieg, który kojarzy się odrobinę z fenomenem “Harry’ego Pottera” – w pewnym momencie bardziej zaczyna nas interesować to jak lubiani bohaterowie sprawdzą się jako dorośli, niż to jakie przygody przeżyją w szkole.

Graficznie całość stoi na przyzwoitym poziomie, a stylizowane sepiowe retrospekcje cieszą oko znacznie bardziej niż pstrokate wydarzenia w teraźniejszości. Ramon Perez jako ilustrator sprawdza się nie gorzej niż Nick Bradshaw w “Cyrku przybyłym do miasta”.

Seria “Wolverine i X-Men” nie jest szczytem możliwości Jasona Aarona, ale jako solidna superbohaterska rozrywka z niewiarygodnymi twistami, historia do przeczytania i zapomnienia, sprawdza się wyśmienicie.

Filmostrada
Poprzedni

Steve Jobs - emocjonalny psychopata [recenzja]

SQN
Następny

Wigilijne psy - młody, wściekły Orbitowski [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz