KOMIKS 

Wonder Woman tom 4: Wojna – współczesne greckie bóstwa [recenzja]

Sięgając po kolejny tom “Wonder Woman” miałem obawy czy Brianowi Azzarello uda się utrzymać wysoki poziom serii. Jak wiemy słabsze chwile zaliczyli nawet Scott Snyder w “Batmanie” czy Gant Morrison w “Supermanie”. Całe szczęście scenarzysta wyłamuje się z tej narastające fali niemocy w Nowym DC Comics i nieustannie dostarcza interesujące fabuły.

W “Wojnie” mamy do czynienia z potężnym pierworodnym synem Zeusa, który po tysiącleciach uśpienia wybudza się by zdobyć tron znienawidzonego ojca i krwawo pomścić swoją krzywdę. Nim to jednak uczyni, musi rozprawić się z najmłodszym bękartem boga piorunów, który znajduje się pod opieką Wonder Woman, Aresa, pozbawionej mocy Hery i Lennoxa, a który według przepowiedni może zagrozić jego panowaniu.

Tym razem Azzarello znacznie mniej skupia się na politykowaniu, spiskach i machinacjach rządzących Olimpijczykami, a bardziej na samej akcji. Nie znaczy to jednak, że sobie odpuszcza. O ile fabuła opiera się na pościgu i konfrontacjach, o tyle nie brakuje solidnych momentów budowanych na wzajemnych relacjach, praktycznie zawsze pełnych napięć, ale też i humoru oraz wzajemnego zrozumienia. Bohaterowie, zarówno ci znani z kart mitów, jak ci zupełnie nowi, wymyśleni przez scenarzystę, są pełni niuansów, świetnie poprowadzeni i dostosowani do współczesnych realiów. Na tym fundamencie opiera się właśnie cała konstrukcja “Wonder Woman” – gdyby nie dopracowane postacie, seria byłaby jednym z wielu średniaków jakie giną w przepastnej otchłani podobnych tytułów.

“Wojnę” czyta się więc z ogromną przyjemnością, wręcz płynie się wraz z narracją, a podróż tę umilają piękne rysunki niezawodnego Cliffa Chianga i równie utalentowanego Gorana Sudzuki. Dzięki ich talentowi album zyskuje dodatkowego uroku i nieuchwytnego posmaku mityczności.

Na końcu mamy też bardzo interesujący dodatek w postaci oryginalnego scenariusza Azzarello. Zazwyczaj omijam tego typu luksusy, ale w tym przypadku zaintrygowała mnie jego lakoniczność. Autor swoich skryptów nie dzieli na poszczególne kadry, tak jak to robi większość jego kolegów po fachu, a wyłącznie opisuje (i to w żołnierskich słowach) zdarzenia jakie mają znaleźć się na danej planszy. Tak więc podziały i budowę strony pozostawia w całości w gestii rysowników. Dodatek ten to interesująca lekcja wzajemnego zaufania między twórcami, który zmusza też do zastanowienia się nad tym czyją zasługą jest ta narracyjna płynność.

Fox Games
Poprzedni

Owce na wypasie - zabawna strategia dla całej rodziny [recenzja]

Uroboros
Następny

Poznaj Wiedźmę z lustra [konkurs]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz