KOMIKS 

Wonder Woman tom 5: Ciało – Cisza przed burzą? [recenzja]

Zbliżamy się już do finału opowieści pisanej przez Briana Azzarello, dlatego też w piątym tomie “Wonder Woman”, jednej z lepszych serii z Nowego DC Comics, wątki się kumulują, bohaterowie biorą się w garść, a napięcie sięga zenitu.

W “Ciele” dzieje się dużo, wątki zaczynają się domykać i coraz bardziej zazębiać, tajemnice powoli zostają ujawniane, a Diana w końcu zaczyna oswajać się z nową rolą jaką jej powierzono.

Ares nie żyje, Diana broni się przed przejęciem jego obowiązków, olimpijczycy wciąż knują i kombinują, torturowany Pierworodny obmyśla zemstę i plan przejęcia tronu, a pozbawiona mocy Hera korzysta z “uroków” bycia zwykłym człowiekiem. A więc boskiej telenoweli ciąg dalszy. Scenarzysta podąża tą samą ścieżką, którą obrał w pierwszym tomie i serwuje opowieść na tym samym przyzwoitym poziomie. Oswojony z jego pomysłami na fabułę i zwroty akcji czytelnik nie dozna już co prawda efektu zaskoczenia, ale nie ma tutaj mowy o zaniżaniu lotów. Po prostu, Azzarello od początku do końca trzyma się jednej linii, ani odrobinę nie zbaczając z obranego kierunku. Może to być wadą opowieści, lub też jej zaletą, zależy od punktu widzenia. Wypróbowany przepis na fabułę, wątki i postacie dobrze sprawdza się każdym tomie i w zasadzie nie ma potrzeby go zmieniać. “Wonder Woman” to przyzwoite czytadło, napisane z pomysłem, do pewnego stopnia oryginalne, choć bazujące na schematach, zawierające odpowiednią dawkę emocjonującej akcji, jak i psychologicznego wgryzania się w postaci – najlepiej widać to na przykładzie Hery, która w trakcie całej historii przeszła ogromną przemianę.

W “Ciele” dzieje się dużo, wątki zaczynają się domykać i coraz bardziej zazębiać, tajemnice powoli zostają ujawniane, a Diana w końcu zaczyna oswajać się z nową rolą jaką jej powierzono. Nie ma tutaj więc miejsca na przypadki i dziwne zbiegi okoliczności, fabuła naturalnie zmierza do wyznaczonego celu. I to kolejny plus na koncie “Wonder Woman”. Takim plusem jest też grafika, która praktycznie się nie zmieniła od pierwszego tomu. Cliff Chiang i Goran Sudzuka prezentują ciekawe style, które doskonale obrazują przedstawioną opowieść i wprowadzają w atmosferę tego specyficznego superbohaterskiego urban fantasy. Jeśli ktoś nadal zastanawia się czy sięgnąć po tę serię, to śmiało, warto, tym bardziej, że za moment doczekamy się finału, jak i kinowego obrazu z udziałem pięknej i walecznej Amazonki.

Egmont
Poprzedni

Star Wars Komiks 4/2016: Darth Vader v2: Cienie i tajemnice - Detektyw Sith [recenzja]

Mucha Comics
Następny

Chew #5: Śniadanie z mistrzów - porąbany do kwadratu [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz