KOMIKS 

Wzgórze Apolla 2 – jazz i romanse [recenzja]

Przed nami kontynuacja mangi Yuki Kodamy, „Wzgórze Apolla” – popularnej historii o szkolnych romansach i muzyce. Zobaczmy, jak rozwinęła się opowieść od ostatniego spotkania z bohaterami.
Jest tu jazz. Służy za motywację, zapalnik konfliktów, ale też pomaga w wyrażaniu emocji, kiedy zachodzi taka potrzeba.

Dzięki znajomości ze szkolnym łobuziakiem, Sentaro, Kaoru pokonał stres i poczuł się swobodniej w szkole. Pozornie niepasującą do siebie dwójkę – dzieciaka z dobrego domu i rozrabiakę – połączyła miłość do jazzu i dobra wola koleżanki z ławki, Ritsuko (skrytej miłości Kaoru). W ten towarzyski trójkąt przebojem wdarła się tajemnicza dziewczyna, którą Sentaro w poprzednim tomie uratował przed chuliganami – i od razu się w niej zadurzył. Okazuje się, że chodzą do tej samej  szkoły. Najzabawniejsze, że coraz bardziej skomplikowana geometria uczuciowa nie jest jeszcze domknięta.

W międzyczasie chłopaki otrzymują propozycję zagrania koncertu w lokalnej knajpie dla żołnierzy i marynarzy. Zaczynają ostro ćwiczyć. Nie obejdzie się bez zgrzytów w zespole i chwil zwątpienia.
Choć na pierwszy rzut oka historia nie porywa, komiks powoli rozwija skrzydła, a autorka prowadzi fabułę coraz swobodniej i częściej skupia się na niuansach, budujących tło emocjonalne postaci. Sporo poświęcono tu motywacjom bohaterów. Nawet próby pomocy kolegom czy przyjaciołom bywają podszyte prywatnym interesem, chęcią ugrania własnych spraw. Dzięki takiej konstrukcji prosta historia nabiera szczególnych barw.

Jest też jazz. Jakkolwiek dalej mam wątpliwości co do prezentacji koncertów na nieruchomych obrazkach, tak dostrzegam, jak ważny jest w tej historii – odgrywa swoją rolę na równi z ludźmi. Służy za motywację, zapalnik konfliktów, ale też pomaga w wyrażaniu emocji, kiedy zachodzi taka potrzeba.
Kreska trzyma poziom, łączy prostotę i lekkość, i choć wielkiej rewolucji nie ma, to autorka jakby lepiej radzi sobie ze scenami koncertów i grania. Są żywsze, bardziej impulsywne.

Jeśli wciągnął Was pierwszy tom, nie pozostaje mi nic innego, jak polecić i tę część – dostaniecie dalszy ciąg, utrzymany w podobnym tonie, co poprzednik. Tyle że zrobiony odrobinę intensywniej i ciekawiej.

Uroboros
Poprzedni

Sodomion - o miłości i seksie [recenzja]

The Huffington Post
Następny

Carrey w Krakowie, czyli zagraniczne gwiazdy w polskim kinie [ranking]

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz