KOMIKS 

Wzgórze Apolla, tom 1 – szkolne życie towarzyskie i uczuciowe [recenzja]

„Wzgórze Apolla” to dosyć popularna seria japońskich komiksów autorstwa Yuki Kodamy. Odniosła na tyle duży sukces, że w 2012 roku doczekała się serialu animowanego. Zobaczcie, jak sprawdza się pierwszy tom tej historii.
„Wzgórze Apolla” zabiera nas w epokę jazzu, kiedy na półkach królowały winyle, a kumple skrzykiwali się na jam session w piwnicy muzycznego antykwariatu.

Poznajcie Kaoru. Młodego, androgynicznego młodzieńca, rzucanego przez los i karierę ojca od szkoły do szkoły. Miewa duszności i ataki paniki na widok tłumów. Bywa strasznym marudą. Ma słabość do muzyki klasycznej. Poznajcie Sentaro, szkolnego łobuza. Wagaruje, za dobrą monetę bierze każdą okazję do bójki. Pod skorupą twardziela z ostatniej ławki kryje się oczywiście gołębie serce z niezłą ręką do jazzu. Poznajcie Rikko. Radośnie bezbarwną przyjaciółkę Sentaro, wkrótce – obstawiam – niespełnioną miłość Kaoru. Ten sympatyczny trójkąt towarzyski wprowadza czytelnika w rzeczywistość prowincjonalnej japońskiej szkoły.

Komiks Yuki Kodamy to właściwie typowy szkolny romans o zabarwieniu obyczajowym. Skupia się na życiu towarzyskim i uczuciowym głównych bohaterów, ich powolnej przemianie i miłości do muzyki. Broni się jednak dzięki dużej ilości niuansów w zachowaniach postaci. Odsłaniają przed nami kolejne karty z przeszłości.

I jest jeszcze muzyka.

„Wzgórze Apolla” zabiera nas w epokę jazzu, kiedy na półkach królowały winyle, a kumple skrzykiwali się na jam session w piwnicy muzycznego antykwariatu, zamiast szarżować do talent show z nowopowstałym kogucim boysbandem. I rzeczywiście, sporo miejsca poświęcono tu graniu, muzyce klasycznej i jazzowi właśnie. Autorka wykrzesała ze scen grania tyle emocji, ile mogła – ale by kadry nabrały mocy, muzykę trzeba sobie włączyć samemu. Bez tego tracą efekt. Przypominają wtedy oglądanie „Whiplash” bez dźwięku. Odgrywanie muzyki na milczącym papierze to trudna sztuka, więc dobrze, że tu się w ogóle wybroniła.

Kreska jest przejrzysta i przyjemna, przy tym lekka i dosyć dokładna. W efekcie dostaliśmy bardzo ładne, czarno-białe kadry z paroma fajnymi szczegółami tła i dobrze zrobionymi sylwetkami bohaterów. Autorka świetnie bawi się mimiką postaci. To w niej tkwi siła rysunków, to dzięki takim szczegółom bohaterowie zyskują na emocjonalnej głębi.

Dialogi dają radę, ale nie wskakują do jakiejś czołówki błyskotliwości. Na uwagę zasługuje natomiast próba przeniesienia gwary z japońskiej prowincji w klimat polskiego tłumaczenia. Wyszła z tego całkiem ciekawa pochodna góralskich naleciałości.

Pierwszy tom „Wzgórz Apolla” to niepozorny, ale przyjemny początek ciekawie zapowiadającej się historii obyczajowej. Warto sprawdzić.

armia ton recenzja
Poprzedni

Toń - Najsmutniejszy krążek Armii [recenzja]

charlie chaplin recenzja
Następny

Charlie Chaplin - Biografia w pigułce [recenzja]

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz