KOMIKS 

Z Archiwum X #2: Żywiciele [recenzja]

Można powiedzieć, że dziesiąty sezon „Z Archiwum X” trwa w najlepsze. Po jednej dłuższej i bardziej złożonej opowieści „serial” powraca do formuły pojedynczych „odcinków” z potworem tygodnia.

Po wydarzeniach z poprzedniego tomu, Archiwum zostaje otwarte na nowo i przekazane pod opiekę Muldera i Scully, którzy tym razem będą zmuszeni przez zwierzchnictwo pozamykać kilka starych spraw z przeszłości. Na pierwszy ogień idzie Flukeman, stary dobry zmutowany znajomy agentów, który siał zgrozę w kanałach New Jersey na początku drugiego sezonu serialu. Jego obecność wypływa tam, gdzie widziano go po raz ostatni, czyli na wyspie Martha’s Vineyard, na której ponownie, ale już nie sam, terroryzuje mieszkańców. Joe Harris całe szczęście nie odgrzewa starego kotleta, a serwuje nieco inne spojrzenie na kreaturę dzięki zaserwowaniu jej dramatycznej genezy.

W kolejnym epizodzie powraca stary znajomy Muldera, informator, który od kilku lat nie żyje, a który mocno mu się przysłużył w sezonie drugim. Przy okazji dostajemy wgląd w akta dawnej sprawy i tajnych rządowych eksperymentów. Na koniec scenarzysta dostarcza opowieść zbudowaną na sprawdzonych fundamentach ze starożytnymi bóstwami, odrobinę w stylu „Detektywa” oraz ujawnia kilka białych plam z życiorysu Palacza.

„Żywiciele” są w zasadzie antologią czterech niepowiązanych ze sobą historii – różnie napisanych i odmiennie narysowanych. Sequel „Hosta” wypada całkiem nieźle, ale niestety jest w nim sporo zmarnowanego potencjału – Harris miota się tutaj pomiędzy horrorem klasy B a nastrojową grozą, a w odbiorze nie pomagają też zupełnie bezpłciowe rysunki, które całkowicie zabijają atmosferę.  Epizod pt. „Szczebiot”, choć klimatycznie zilustrowany, uważam za zupełnie zbędny, ot klasyczny zapychacz, którego formułę przemielono w serialu niejednokrotnie. Na „Przemyślenia Palacza” składają się migawki z różnych okresów jego życia, które tworzą jeden wielki chaos informacyjny. I choć zeszyt ten rysowało dwóch artystów, ich praca sprawia, że każda strona wygląda tak jakby tworzona była przez innego ilustratora – i sam nie wiem czy chwalić ich za różnorodność, czy ganić za brak graficznej spójności. Najlepiej w moim odczuciu wypada zeszyt rysowany przez Michaela Walsha – jego prosta kreska i oszczędna kolorystyka najlepiej odzwierciedlają atmosferę serialu, co udowodnił już w poprzednim tomie. Poza tym fabuła zdaje się najciekawiej rozwijać jego mitologię.

Drugi tom „Z Archiwum X” jest nierówny i wizualnie niespójny, ale stęsknionym wielbicielom serii nie powinno to specjalnie przeszkadzać, bo i stara sie rozwijać stare wątki, nawiązuje konstrukcją do narracji i czasem udaje mu się uchwycić specyficzny jej klimat. „Żywiciele” to małe potknięcie przy pracy, o którym można szybko zapomnieć i wybaczyć, bo na horyzoncie już trzeci album, który na chwilę wróci do formuły jeden solidnej opowieści na tom.

Swoją drogą zastanawiam się jak ta oficjalna kontynuacja, która w sierpniu rozpocznie oficjalny jedenasty sezon, będzie się miała do planowanego powrotu Muldera i Scully do telewizji. Zostanie rzucona w kąt, przemianowana na „sezon 9.5”, a może wzorem rozszerzonego uniwersum „Star Wars” będzie jej integralną częścią?

Warner Bros
Poprzedni

San Andreas

Dolna Półka
Następny

Postapo. Antologia [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz