KOMIKS 

Zamek z piasku, który runął – Komiksowy koniec „Millennium” [recenzja]

Komiksowa wersja ostatniej część trylogii „Millennium” nie powinna rozczarować nikogo, kto zna już powieść Stiega Larssona będącą jej podstawą albo późniejszą filmową adaptację tejże – czyli tych, którzy wiedzą już, że jest to po prostu najsłabsze ogniwo bestsellerowej serii.
Scenarzystka komiksu zgrabnie okroiła opasłą powieść Larssona, kondensując jej treść do łańcucha najważniejszych wydarzeń, dzięki czemu akcję komiksowej adaptacji „Zamku…” śledzi się lepiej niż przydługawą ekranizację książki.

Nie ma się co oszukiwać: jeśli fabuła „Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet” opierała się na intrygującym pomyśle i zawierała sporo szokujących niespodzianek, a z kolei „Dziewczyna, która igrała z ogniem” oferowała mocny, trzymający w napięciu finał, „Zamek z piasku, który runął” to już tylko dość mozolne dopinanie rozgrzebanych wcześniej wątków, do tego nie pozwalające odpowiednio zabłysnąć znanym i lubianym postaciom dziennikarza Mikaela Blomkvista oraz doświadczonej przez życie hakerki Lisbeth Salander. Ten pierwszy przez większą część historii znajduje się gdzieś w tle i nie popisuje się żadnymi szczególnie imponującymi czynami, a znów Salander po dramatycznych wydarzeniach z końcówki poprzedniego tomu zostaje przykuta do szpitalnego łóżka, w związku z czym musimy przede wszystkim drżeć czy nie dopadnie jej w tym stanie jakiś prześladowca z przeszłości (na przykład nienawidzący jej ojciec, który w nieco lepszym od niej samej stanie leży o parę sal dalej). Trochę napięcia jest, owszem – ale to już zdecydowanie nie to samo, co wcześniej, a do tego całkowicie odpadł tym razem wątek romansu pomiędzy Blomkvistem i Salander, było nie było od samego początku elektryzujący fanów serii.

Scenarzystka komiksu, szkocka pisarka Denise Mina, zgrabnie okroiła opasłą powieść Larssona, kondensując jej treść do łańcucha najważniejszych wydarzeń (choć wciąż przecież mamy tu do czynienia z blisko 300-stronicowym tomiszczem), a rysunkom zespołu Andrea Mutti/Antonio Fuso/Leonardo Manco na pewno nie brakuje dynamiki, dzięki czemu akcję komiksowej adaptacji „Zamku…” śledzi się lepiej niż miało to miejsce chociażby w przypadku przydługawej ekranizacji Daniela Alfredsona. Z drugiej strony, trudno też mówić w tym wypadku o jakimś graficznym mistrzostwie świata – bo choć gładko przeskakujemy od jednego kadru do drugiego, to kreślone w nich postaci zbyt często rażą kanciastością czy wręcz niedopracowaniem, a obrazków, przy których chciałoby się na dłużej zatrzymać brak to zupełnie. Ot, niezła rzemieślnicza robota pasująca akurat do tego typu ponurej opowieści.

Krótko mówiąc: szału nie ma – ale wstydu też. Zwłaszcza, że wydawnictwo Czarna Owca po raz kolejny zadbało o elegancką edycję komiksu (twarda oprawa z obwolutą, a całość wydłużona o kilka stron dodatkowych grafik). Jeśli więc nie zraża Was cena – wahająca się w różnych księgarniach od 70 do 100 zł – a macie już na półce wcześniejsze komiksy z cyklu „Millennium”, w „Zamek z piasku, który runął” też możecie zainwestować. Choć do dwóch poprzednich tomów będziecie pewnie wracać dużo, dużo częściej.

Geffen
Poprzedni

Guns N'Roses wracają - czyli bestie po odwyku

ide tam gdzie ide
Następny

Idę tam gdzie idę. Autobiografia - Sekretne życie Kazika Staszewskiego [recenzja]

Bartek Paszylk

Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″.

Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz