KOMIKS 

Żywe Trupy #23: Z szeptu w krzyk – zmiana formuły [recenzja]

Robert Kirkman od dawna powtarza w wywiadach, że „Żywe Trupy” chce pisać aż do własnej śmierci (podobnie jak swoją serię sueprbohaterską „Invincible”). A ja nie mam nic przeciwko, bo to wciąż bardzo dobra seria, nie schodząca poniżej pewnego poziomu.

Jeszcze za wcześnie aby stwierdzić to z całą stanowczością, ale wydaje się, że od „Nowego początku” Kirkman odrobinę zmienił formułę. Przestał się już zapętlać i szykować kolejne zewnętrze zagrożenia, naprzemiennie w postaci zombie i coraz bardziej zwyrodniałych ludzi, a bardziej skupił się na wewnętrznych relacjach między, sporą już ilością, mieszkańców odnowionej społeczności. Zrzucił też ciężar fabuły z Ricka i rozłożył go po równo na barkach Maggie, która przewodzi jednej z grup oraz dorastającego Carla. Zabieg ten jak najbardziej się sprawdził, bo nieco zelżało całe to napięcie związane z dylematami starszego Grimesa, a seria zyskała nieco przestrzeni i lżejszej atmosfery. Miło wreszcie popatrzeć jak konfliktowe sytuacje, zamiast jeszcze bardziej się zaogniać, przyjmują bardziej pozytywny obrót.

W poprzednim tomie Kirkman zostawił nas z kolejnym interesującym cliffhangerem, który w tym albumie ładnie rozwinął i to w zupełnie innym kierunku niż można było się spodziewać. Owszem cały czas wątek generuje pewien rodzaj niewygodnego niepokoju, ale tym na czym autor skupia się najbardziej, to właśnie większe i mniejsze konflikty wewnątrz grupy Maggie. Doskonale widać tutaj jak na ludzi wpływa odrobina dłuższego spokoju, gdy nad głową nie wisi śmierć i ciągłe zagrożenie. Gdy człowiek czuje się bezpieczny wraca do starych nawyków i przyzwyczajeń, i właśnie w tym tomie Kirkman stawia tezę, że rodzaj ludzki, nawet mimo skrajnych sytuacji, nie jest w stanie się zmienić.

W ogóle scenarzysta kładzie nacisk w „Żywych Trupach” na bohaterów, robi to konsekwentnie od samego początku, budując między nimi żywe relacje, konstruując świetne dialogi i stawiając przed nimi kolejne wymagające okoliczności. Można się przyczepić do serii, że to telenowela, ale tak naprawdę w żadnej tego typu produkcji nie da się doświadczyć tak wysokiej jakości jak tutaj. A „Z szeptu w krzyk” jest tego doskonałym przykładem bo niby niewiele się w nim dzieje, a jednak bardzo dużo i intensywnie. Z kolei Kirkman udowadnia, że nawet w komiks o zombie apokalipsie można wpleść wątki wprost z salonów politycznych.

Czytajcie „Żywe Trupy” bo lepszej obyczajówki nie znajdziecie w żadnej opowieści obrazkowej wydawanej na naszym rynku.

Monolith Films
Poprzedni

Legend - najbardziej brytyjski film gangsterski [recenzja]

Star Wars Cosplay Dzika banda 47
Następny

Najlepszy cosplay (VIII) - Star Wars cz.1 [galeria]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz