KSIĄŻKI 

A kysz, zjawo nieczysta – Charlie Mortdecai kontra czarna magia [recenzja]

“A kysz, zjawo nieczysta” Bonfiglioliego zamyka kryminalną trylogię o Charlliem Mortdecaiu. Szkoda tylko, że w tak ponurym i mało optymistycznym nastroju.

Dwa poprzednie tomy z przygodami strachliwego i egocentrycznego arystokraty-złodzieja (Nie wymachuj mi tym gnatem i Mam cie na muszce) były przesympatycznymi komediowymi kryminałami, w których oprócz interesujących intryg i galerii postaci, autor zawarł kilogramy znakomitych żartów, ripost, porównań, epitetów i skeczy wartych zapamiętania i ciągłego odtwarzania. Lekki styl, narracja i specyficzna atmosfera pozwalały pożerać fabuły w ekspresowym tempie. Nieco inaczej jest już z “A kysz…”. Bonfiglioli przeniósł akcję na wyspę Jersey (Mortdecai musi się ukrywać), która niestety okazała się mało wdzięcznym miejscem do snucia opowieści, podobnie jak przyciężkawy motyw przewodni, czyli gwałty na młodych kobietach.

W okolicy, w której zamieszkał Charlie wraz z służącym Jockiem i żoną Johanną, rozpoczyna się seria napadów na kobiety w ich własnych domach. Bohater wraz z najbliższymi znajomymi rozpoczyna śledztwo i poszukiwania napastnika wykorzystującego w swoich niecnych aktach okultystyczne narzędzia. Całość nabiera więc cech mrocznego thrillera z elementami nerwowego humoru. Podjęte przez poszukiwaczy działania są absurdalne i nielogiczne, choć z drugiej strony w uroczy sposób obrazują niespieszność i wartościowanie priorytetów angielskiej arystokracji. Mortdecai to wciąż świetnie poprowadzona postać, która potrafi rozładować i strywializować nawet najbardziej posępne sceny i doskonale sprawdza się nawet w najprostszej, linearnej fabule jaką właściwie jest “A kysz…”. No właśnie, na tle poprzednich powieści ta wydaje się być ledwie wprawką, koncepcyjnym szkicem zawierającym podstawowe elementy (postacie, humor, dekoracje) i z grubsza zarysowaną intrygę.

Nie zrozumcie mnie jednak źle. Pomimo swej prostoty i zmiany kierunku powieść czyta się świetnie, dowcipy, choć w mniejszej ilości, rozbrajają, między Charliem a Jockiem wciąż iskrzy, a prawdziwie zabawnych sytuacji nie brakuje. W pewnym momencie jednak, gdy nie trzymamy gardy, dostajemy obuchem w łeb i skręcamy w bardziej dramatyczne rejony. Przez to do “A kysz…” już tak żwawo nie chce się powrócić jak do poprzednich tomów, ale mimo to warto, a nawet trzeba, ją przeczytać, bo wciąż pozostaje ona esencją niezawodnego, brytyjskiego humoru.

In Rock
Poprzedni

Ja, Ozzy - przezabawna autobiografia Księcia Ciemności [recenzja]

def leppard def leppard 2015
Następny

Def Leppard - Pop ci w rock [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz