KSIĄŻKI 

Balistyka – życie na prowincji [recenzja]

Powieściowy debiut cudownego dziecka kanadyjskiej prozy, to… absolutnie klasyczna amerykańska powieść o życiu na prowincji i demonach jakie czają się w szafach miało miasteczkowych domostw.

D.W. Wilson (rocznik 1985) za swoją pierwszą książkę, zbiór opowiadań „Once You Break A Knuckle” był nominowany do najważniejszych nagród literackich w Kanadzie. Dwa lata później wydał wyczekiwaną przez krytyków pierwszą powieść. I co? I zebrał entuzjastyczne recenzje. Miał wtedy dwadzieścia osiem lat. Podobno „Balistykę” pisał cztery lata.

Prawdziwa twardo-sentymentalna proza o smutnych, zagubionych facetach? No niestety nie do końca.

To że Ameryka wychwala tę powieść pod niebiosa jest dla mnie absolutnie zrozumiałe. Wilson swoim powieściowym debiutem wpisuje się w najpopularniejszy po drugiej stronie Atlantyku literacki nurt – opowieść o życiu na prowincji. „Balistyka” wyrasta wprost z prozy Johna Steinbecka, Johna Irvinga  czy Richarda Russo. Mamy zatem zapomnianą przez Boga i świat prowincję, na którą przyjeżdża obcy (w tym wypadku wnuk odwiedzający umierającego dziadka). Atak serca seniora sprawia, że nasz bohater będzie musiał zacząć grzebać w rodzinnych tajemnicach, a wszystko po to, aby spełnić ostatnią wolę konającego.

Akcja toczy się tu dwutorowo. Mamy zatem czasy współczesne i przeszłość – lata 60. ubiegłego wieku, gdy w kanadyjskim miasteczku zjawia się przystojny amerykański dezerter z młodą córką u boku. Ukrywający się przed żandarmerią mężczyzna (miał trafić po raz drugi do Wietnamu) szybko asymiluje się z małomiasteczkową społecznością. Ale kiedy pojawi się ktoś, kto być może go ściga, zaczną się kłopoty. Jakby tego było mało, córka Amerykanina zakocha się w prostym chłopaku z Kanady.

Mamy zatem tu wszystkie elementy niezbędne do skonstruowania barwnego świata prowincji. Zakurzone drogi, małe uliczki, wiatr, lasy, śnieg i zamkniętą społeczność. Trzeba przyznać – Wilson radzi sobie z kreacją świata bardzo dobrze. Jego prowincja wciąga i hipnotyzuje, jak to zazwyczaj w tego typu powieściach bywa. Wyraziste są te postaci bohaterów. W zasadzie sami mężczyźni, którzy absolutnie (i niezależnie od wieku) nie radzą sobie z uczuciami. Ich próby pogodzenia się ze światem i zadość uczynienia za wyrządzone krzywdy, stanowią oś fabularną „Balistyki”.

A zatem słusznie okrzyczane arcydzieło? Prawdziwa twardo-sentymentalna proza o smutnych, zagubionych facetach? No niestety nie do końca. Problem „Balistyki” polega na tym, że Wilson spełniając wszystkie wymogi gatunku uprawianej przez siebie prozy, w pewnym momencie staje się nieznośnie przewidywalny. Fakt –  pisze bardzo sprawnie (i lekko jako to zazwyczaj w tego rodzaju prozy bywa) i „Balistykę” trudno odłożyć na półkę, ale jeśli pochylić się nad tym o czym pisze, to tu już trudnej się zachwycić. Historia bowiem toczy się od punktu A do punktu Z, bez jakiegokolwiek zaskoczenia, za to z powieleniem niemal każdego znanego elementu. Mamy zatem i zdradzoną przyjaźń, i zakazaną miłość, i tragedię, i nienawiść, która zastąpiła miłość. Ktoś powie – czepiasz się, każdy z wymienianych wcześniej autorów pisze o tym samym i tak samo. Racja. Tyle, że Irving i Russo potrafią kanon i wyeksploatowane motywy ogrywać na nowo. Wciąż dokładają coś do wymyślonego świata, pisząc go za każdym razem na nowo. Wilsonowi ewidentnie zabrakło w debiucie nie warsztatu (bo nad tym panuje znakomicie) a zwyczajnie życia. Kiedy pisał „Balistykę” miał dwadzieścia pięć lat, a co za tym idzie – wiedzę o ludziach zaczerpniętą głównie z powieści i tego czego się nasłuchał. A tego rodzaju proza wymaga więcej. Żeby umieć stworzyć pozornie zwyczajny świat, trzeba wiedzieć jak zaskakujące bywa zwyczajne życie. Wilsonowi brakuje tej wiedzy. I dlatego pisze dokładnie tak, jak na młodego pisarza przystało. Ambitnie, sprawnie, ale jeszcze bez iskry szaleństwa i gorzkiej piguły doświadczenia. Ale to przyjdzie z czasem. Za sprawny jest, żeby się nie nauczyć.

origin2_cover
Poprzedni

Wolverine: Geneza II - dzikość serca na bis [recenzja]

Albatros
Następny

Vineland - rozrachunki z latami 60-tymi [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz