KSIĄŻKI 

Biblioteka pana Lemoncella

Biblioteka, pogmatwane gry, tajemne komnaty i dzieciaki, które muszą rozwiązać największą zagadkę w ich życiu. Oto „Biblioteka pana Lemoncella” – najlepsza literacka konkurencja dla letnich kinowych blockbusterów.

Pochodzący z Buffalo Chris Grabenstein to telewizyjny scenarzysta (ma koncie świąteczny hit amerykański, czyli „The Christmas Gift” z Jane Kaczmarek) i przede wszystkim dobry kumpel Jamesa Pattersona. Wspominam o tym nie przez przypadek. Otóż praca w filmie i lata przyjaźni z etatowym twórcą powieściowych bestsellerów, (napisali wspólnie m.in. cykle „I Funny”, „Łowcy skarbów” „Daniel X”) odcisnęła ewidentne piętno na stylu pisania Grabensteina. „Bibliotekę…”, bowiem czyta się błyskawicznie, lekko a całość skonstruowana jest tak, że w dwie doby sprawny scenarzysta zamieni powieść na filmowy skrypt. Co ciekawe  – o ile w przypadku wielu książek Pattersona choćby rzemieślnicza sprawność i filmowa narracja nie niosą za sobą treści, tak u Grabensteina jest inaczej. Jego powieść to nie tylko popis pisarskiej sprawności, ale i dowcipna, pomysłowa historia.

A wszystko zaczyna się niewinnie. Kyle Keeley to przeciętny amerykański chłopak, który kocha gry planszowe i łamigłówki. Kiedy okazuje się, że miliarder, filantrop i twórca wielkiej serii gier pan Lemoncello jest fundatorem nowej miejskiej biblioteki, Kyle zrobi wszystko żeby wygrać bilet na tajemnicze otwarcie budynku. Gdy wraz z grupką dzieci trafi w końcu do środka, odkryje, że zaproszenie na otwarcie, to również zaproszenie do najciekawszej, ale i najbardziej wymagającej gry, w jaką kiedykolwiek przyszło mu grać.

W „Bibliotece pana Lemoncella” Grabenstein sprawnie łączy ze sobą świat gier, literatury i łamigłówek (w samej książce ukryta jest też łamigłówka dla czytelników), przez co powieść ani przez sekundę nie nudzi. Za to niemal od pierwszego zdania wciąga czytelnika w wir szalonych i dziwnych zdarzeń, snując przy tym uniwersalną i niegłupią opowieść o potrzebie współpracy i akceptacji innych. Co ciekawe swój (prosty, ale nie oszukujmy się wciąż ważny) przekaz autorowi udało się przemycić nie tylko w treści książki, ale jej konstrukcji. Bowiem „Biblioteka…” to jedna z nielicznych powieści dla dzieci, która nie dzieli czytelników a jest atrakcyjna zarówno dla chłopców, jak dziewczyn. I to chyba największa zaleta „Biblioteki…”, że mogą ją czytać wszyscy, a każdy znajdzie tu coś dla siebie. Zresztą na ten aspekt „Biblioteki…” zwróciło także uwagę jury Agatha Awards (prestiżowa nagroda dla najlepszych kryminałów przyznawana w kategoriach: dla dorosłych i dla dzieci), które nagrodziło „Bibliotekę…” w 2013 roku.

Powieść ponad podziałami, pełna akcji, humoru i sympatycznych postaci? Dokładnie tak. Literacki letni blockbuster. Czytajcie z dzieciakami i bawcie się dobrze. A i tylko ostrzegam – po lekturze będziecie mieli ochotę szybko puścić sobie „The Goonies” Donnera. Przynajmniej ja tak miałem.

Paramount Pictures
Poprzedni

100 najlepszych popowych piosenek #10-1

the-stranger-2014.36216
Następny

The Stranger

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

1 Comment

Dodaj komentarz