KSIĄŻKI 

Burza piaskowa – początki Sigma force [recenzja]

„Burza piaskowa” to pierwszy tom otwierający bestsellerowy cykl Sigma Force autorstwa Jamesa Rollinsa. Recenzowaliśmy do tej pory siódmy i ósmy, korzystając więc z okazji wznowienia serii przez wydawnictwo Albatros przypominamy skąd wzięło się całe to zamieszanie.

W Muzeum Brytyjskim dochodzi do eksplozji w wyniku anihilacji antymaterii. Kustoszka muzeum, Safia al-Maaz na szczątkach antycznego posągu odkrywa wskazówkę prowadzącą do rozwiązania jednej z największych zagadek archeologii. Zostaje zorganizowana ekspedycja do Omanu, której celem jest odnalezienie mitycznego miasta Ubar, będącego według legend siedzibą królowej Saby. W wyprawie bierze udział wspomniana kustoszka i jej przyjaciółka, przypominający Indianę Jonesa Ohama Dunn oraz Paiter Crowe, agent DARPA, supertajnej agendy Ministerstwa Obrony USA. Tajemnica „Atlantydy piasków”, jak nazywany jest Ubar, może bowiem stanowić zagrożenie dla całego świata. Rozpoczyna się wyścig z czasem, bowiem sekret próbują odkryć i inne organizacje.

Rollins wykorzystuje historię i naukę, by na swój sposób dostarczać kipiącej od testosteronu rozrywki.

James Rollins serwuje czytelnikom mieszankę akcji i nauki w sosie pełnym przygód, legend i mitów. Proszę sobie wyobrazić wspomnianego Indianę Jonesa skrzyżowanego z Jamesem Bondem i Kodem Leonarda Da Vinci, a będzie to mniej więcej obraz powieści, w której aż skrzy się od wybuchów, strzelanin, pościgów, przetykanych na przemian historyczno-naukowymi wywodami napędzającymi całą intrygę. Na uwagę zasługuje właśnie owo tło, gdzie współczesna nauka, momentami wręcz zahaczająca o tematykę science-fiction styka się z pradawnymi wierzeniami i legendami. Nie da się ukryć, że Rollins jest wielkim fanem technologii i pilnie śledzi wszelkie związane z nauką nowinki, stąd przynajmniej okiem laika, trudno jest podważyć jego teorie i wymysły, szczególnie, że w posłowiu wyjaśnia pochodzenie wszelkich wynalazków i zjawisk (co stanie się zresztą znakiem rozpoznawczym serii). Tak więc, choć w powieści roi się od niesamowitości, nie sposób nie odmówić jej realizmu i kunsztu autora, który dogłębnie zbadał opisywane zjawiska i tematy. Rachunek prawdopodobieństwa dotrzymuje również kroku niesamowitym scenom akcji rozgrywającym się na przestrzeni globu i w różnych jego egzotycznych zakątkach, choć tutaj wyraźnie Rollins trzyma stronę „tych dobrych”. Ciekawostką jest jednak fakt, że znacznie lepiej wychodzi mu konstruowanie negatywnych bohaterów, bo ci pozytywni wpisują się w konwencję sensacyjną aż nazbyt szablonowo i jak choćby wspominany już wielokrotnie Ohama Dunn stanowią raczej dość wierne odzwierciedlenie popkulturowych herosów. Dla jednych może to być minus, dla innych dodatkowa gratka. Jest to jednak wyznacznik, w jaki należy odczytywać powieść. Porównując serię do twórczości Dana Browna, nasuwa się oczywisty wniosek. O ile autor „Aniołów i demonów” jest specjalistą od wizjonerskich teorii spiskowych, Rollins wykorzystuje historię i naukę, by na swój sposób dostarczać kipiącej od testosteronu rozrywki. W tych kategoriach radzi sobie perfekcyjnie. Chociaż najlepsi i najbardziej charakterystyczni bohaterowie cyklu dopiero się pojawią.

splinter-2008
Poprzedni

Cierń - podskórna dawka strachu [recenzja]

morze miłości
Następny

Morze miłości - Al Pacino zakochany [recenzja]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz