KSIĄŻKI 

Całodobowa księgarnia pana Penumbry – lektura bardzo specyficzna [recenzja]

Uwielbiam książki o książkach. Szczególnie takie, w których autor nie eksploduje swoją wiedzą literacką, ale dzieli się z czytelnikiem miłością do słowa czytanego. Od razu przychodzi mi na myśl „Klub Dumas” Arturo Perez-Reverte czy „Imię Róży” Umberto Eco. Debiut Robina Sloana miał świetny punkt wyjścia, ale do wspomnianych arcydzieł nigdy się nie zbliży.

Clay Jannon to młody, ambitny chłopak, świetnie zorientowany w temacie informatyki i reklamy. Niestety, jego ostatni interes nie poszedł zbyt dobrze, chłopak właśnie wylądował na bezrobociu. Chodząc bez celu po mieście dostrzega kartkę w szybie wystawowej dziwnej księgarni. Tak oto trafia do tytułowego sklepu, który okazuje się miejscem skrywającym wielki sekret. Jego rozwikłanie stanie się obsesją Claya, a być może i fatum pana Penumbry…

Powieść zapowiadała się na intrygują grę konwencją i hołd dla literatury,  a w gruncie rzeczy okazuje się rozrywkową wariacją w stylu Dana Browna.

Debiut Sloana jest lekturą bardzo specyficzną. Magiczny świat ukryty w przedziwnej, nieproporcjonalnie wysokiej księgarni, pochłania od pierwszych stron. Intryguje również zagadka, jaką zwiastują kolejne wydarzenia. Co to właściwie za miejsce i kim jest pan Penumbra? Dlaczego nie ma tu w zasadzie żadnych nowych książek, a nieliczna grupka dziwnych klientów nic nie kupuje, jedynie wypożycza tajemnicze woluminy skrywane na zapleczu. Zadaniem Claya jest zaś nie sprzedaż, ale szczegółowe opisywanie w raportach poszczególnych bywalców księgarni. I choć od początku dało się wyczuć, że Jannon okaże się trybikiem, który rozbije ten odwieczny (jak się okaże) mechanizm, to nie ukrywam, że zirytowała mnie jego pierwotna motywacja. W tym momencie zgrzytają nie tylko zębatki wielkiej literackiej tajemnicy ukrytej w księgach pana Penumbry, ale także klimat i świat przedstawiony. Powiem wprost. Dopóki Clay jest nowicjuszem wertującym unikatowe księgi zachwycał mnie magiczny duch tej książki. Szybko znika on jednak wraz z wprowadzeniem nowoczesnej technologii, ujawnieniem celu poszukiwań klientów księgarni oraz przedstawieniem pewnego tajnego stowarzyszenia. I choć akcja nie zwalnia tempa, a nasz bohater wraz z grupką przyjaciół zmierza do rozwiązania wielkiej zagadki, to już do końca nie udało mi się odnaleźć tej magii bijącej z pierwszych kilkudziesięciu stron. Nie powiem, żeby dalej było źle (szczególnie przypadło mi do gustu upodobnienie charakterów niektórych postaci do sztampowego wizerunku drużyny fantasy), ale po prostu było znacznie słabiej. Powieść zapowiadała się na intrygują grę konwencją i hołd dla literatury,  a w gruncie rzeczy okazuje się rozrywkową wariacją w stylu Dana Browna. Najzabawniej wypada przy tym zakończenie, czyli obowiązkowe rozwiązanie wielowiekowej zagadki. Osobiście, bardzo przypadło mi ono do gustu, podejrzewam jednak, że wiele osób poczuje się zirytowanych prostotą tego finału.

Koniec końców, „Całodobowa księgarnia pana Penumbry” to dobra literatura rozrywkowa, całkiem przyjemna i lekka w czytaniu. Pod tym względem debiut Sloana wypada świetnie. Problemem jest to, że początkowo sugeruje, że będzie czymś znacznie ambitniejszym i bardziej złożonym. Warto o tym pamiętać, by móc się dobrze bawić.

Znak
Poprzedni

Tajemnica domu Helclów - literatura lekka i przyjemna [recenzja]

ZF Kamera
Następny

„Rękopis znaleziony w Saragossie” czyli jak przeżyć życie

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

2 Comments

  1. 2015-09-18 at 12:23 — Odpowiedz

    Zabrakło mi informacji, że w książce zderzają się bibliofile z nerdami, dla mnie była to przede wszystkim opowieść o tym, co dzieje się, kiedy miłośnicy książek spotkają pokolenie googla. Do dziś pamiętam jedno zdanie, nie wiem jak brzmi w polskim tłumaczeniu, ale jest to opis sytuacji, w której hakerka bierze do ręki gazetę i nie wie co z nią zrobić – „she couldn’t decode how to use it”. Mole książkowe są bezsilne wobec zagadki, z kolei nerdy ją łamią, ale nie wiedzą po co są książki.

  2. powialochlodem
    2015-09-18 at 14:30 — Odpowiedz

    No i znowu książka, którą chcę przeczytać. Dzika Bando, bez Was wydam zbyt wiele kasy na książki 😛

Dodaj komentarz