KSIĄŻKI 

Czarne jak moje serce – piękny, choć mało zaskakujący kryminał [recenzja]

Przy wysypie skandynawskich kryminałów coraz trudniej znaleźć lekturę oferującą coś więcej niż ograne schematy. Z tym większą ciekawością sięgnęliśmy po „Czarne jak moje serce” – bestsellerową powieść fińskiego autora Antti Toumainena. Efekt? Zachwycający, choć niekoniecznie jako kryminał.

Aleksi w wieku trzynastu lat stracił matkę. Nigdy nie udało się wyjaśnić zagadki jej śmierci. Dwadzieścia lat później, już jako dorosły mężczyzna wpada na trop, który daje mu nadzieję na rozwikłanie zagadki. Podejrzewa, że odpowiedzialnym za tragiczny czyn sprzed lat jest bogaty biznesman, Henrik Saarinen. Gdy policja odmawia wszczęcia śledztwa, Aleksi zatrudnia się w domu bogacza, licząc, że w ten sposób uda mu się znaleźć wyjaśnienie tajemniczej zbrodni. Nie spodziewa się, ile sekretów odkryje przy okazji.

Powieść od początku ujmuje specyficznym językiem, z jednej strony tak charakterystycznym dla literatury skandynawskiej – chłodnym i beznamiętnym, z drugiej – stanowiącym jakby jego przeciwieństwo nasyceniem świata przedstawionego bogactwem uczuć i emocji. Co istotne, emocji ponurych i smutnych. Aleksi Kivi naznaczony dramatem w dzieciństwie próbuje odnaleźć się w społeczeństwie, ale wciąż nie może oderwać się od myśli o zemście za śmierć matki, co determinuje go do kolejnych kroków, a jednocześnie zmusza do ciągłego noszenia maski, pod którą skrywa swoje prawdziwe emocje. Skutkiem tego, gdy trafia do domu Saarinena, gdzie znajdą się osoby potrafiące namieszać mu w głowie i w sercu, targany nostalgią i smutkiem mężczyzna będzie miał bardzo trudny orzech do zgryzienia. To zresztą największy plus tej powieści – bardzo wiarygodne postacie, pełne indywidualnych przemyśleń i motywacji, jednocześnie wszystkie w jakiś sposób pokiereszowane przez życie i nieświadomie obnoszące się ze skazami, które uczyniły ich kalekimi duchowo. Pod tym względem można pokusić się nawet o nazwanie powieści piękną, nastrój melancholii i nostalgii unosi się nad całym utworem, przebijając nawet mroczną atmosferę zagadki kryminalnej.

Pełen głębokich przemyśleń, niebanalnych dialogów, świetnych postaci nostalgiczny thriller z mało zaskakującym finałem.

A w niej właśnie następuje największy zawód. Toumainen od początku sugeruje winnego zbrodni i dość jasno podsuwa również motyw, który mógł nim kierować. Jedynym zadaniem Kiviego jest więc zdobycie niepodważalnych dowodów na potwierdzenie swoich przypuszczeń. Jak to jednak bywa w kryminałach skandynawskich, jedyne co jest pewne, to to, że nic nie jest pewne, a finał ma nam zapewnić niespodziewaną woltę, szczególnie w kwestii naszych podejrzeń. Tylko, kiedy przez całą powieść tak konsekwentnie wskazuje się na jedną osobę, nauczeni doświadczeniem zaczynamy szukać innej, a tu już dużego pola do popisu nie ma i zagadkę można rozwiązać dużo wcześniej, niż zaplanował to autor.

Nie da się ukryć, że jest to przepięknie napisana powieść, oferująca wachlarz nostalgicznych emocji, a jednak zawodząca w najważniejszym aspekcie – zagadce. Mimo to, trudno oderwać się od lektury, a język i jej forma wynagrodzą czas jej poświęcony. Pełen głębokich przemyśleń, niebanalnych dialogów, świetnych postaci nostalgiczny thriller z mało zaskakującym finałem. Piękna powieść, ale chyba jej reklama rozbudza zbyt wielkie oczekiwania.

Anti
Poprzedni

Bad as me - Tom Waits występny i piękny [recenzja]

bleed
Następny

Bleed - Standardowy horror numer 314 [recenzja]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz