KSIĄŻKI 

Czerwona ofensywa #4: Ci szaleni Polacy – czyli pomarzyć o wielkości zawsze można [recenzja]

Cykl Czerwona Ofensywa gna do przodu niczym, nie przymierzając, Armia Czerwona w 1945 roku. Alternatywna historia zaserwowana przez Piotra Langenfelda po raz czwarty zapewnia patriotyczny łomot serca, adrenalinę wymieszaną z kipiącym testosteronem i mniejsze niż poprzednio zgrzytanie zębów na literackie potknięcia.

Zacznijmy więc od wyjaśnienia z czym mamy do czynienia. Autor zaproponował intrygującą wersję historii, w której Związek Radziecki nie zatrzymał się po zdobyciu Berlina w 1945 roku, tylko podstępnie zaatakował aliantów zachodnich. Ci odpowiedzieli agresją i tym samym II wojna światowa przeniosła się znów na front wschodni, tym razem koncentrując się przeciwko wojskom Stalina. Jakże piękna to historia dla Polski, gdy generał Patton próbuje wyzwolić Polskę spod komunistycznego uścisku, a generał Sosabowski zdobywa zasłużone uznanie, wcześniej mogąc wykazać się swym geniuszem strategicznym, nieblokowanym przez brytyjskich dowódców. Historia opisana przez Piotra Langenfelda rozciągnęła się na cztery tomy, z których „Ci szaleni Polacy” jest tomem ostatnim (po „Czerwonej Ofensywie”, „Kontrrewolucji” i „Planie Andersa”). Szczęśliwie oprócz najmocniejszych punktów poprzedników udało mu się uniknąć większości manowców, na których wcześniejsze odsłony zdołały się wpakować.

Biorąc pod uwagę, że zakończenie serii wyszło Lagenfeldowi najlepiej, warto zapoznać się z cyklem. Pod warunkiem, że wiecie, po co sięgacie.

Skupmy się więc na tych mocnych stronach. Langenfeld świetnie opisał chaos wojenny, pozwalając sobie na przeskakiwanie z akcją po różnych miejscach linii frontu, koncentrując się na bohaterze zbiorowym, jakim są po prostu walczący ludzie. Oczywiście, pojawiają się tu postacie znane z poprzednich odsłon (porucznik Różewiecki, major Jan Węgliński, porucznik Chris Walker), migają charakterystycznie odmalowane osobistości historyczne (Patton, Beria, Sosabowski, Anders), pojawia się też wielu nowych bohaterów (często po to, by wkrótce później zginąć w tragicznych okolicznościach). Jest piechota, są spadochroniarze, czołgiści, piloci, wywiad. Autor zapewnia pełne spectrum wojennych działań opisując je prostym, męskim językiem. A mimo to udaje mu się skupić na detalach i opisach owych starć, sprawiając, że poszczególne karty powieści aż śmierdzą od prochu, bitewnego pyłu, brudu i krwi. Szczęśliwie tym razem autor wypośrodkował również proporcje między tymi, którzy obrywają i tymi, co biją (co nie zawsze mu wychodziło w poprzednich częściach), wprowadził też wreszcie sowiecki wywiad i lotnictwo Aliantów (i to jak!), a przede wszystkim przestał posługiwać się stereotypami i zrezygnował z planów tajnych broni. To dowód na to, że historii alternatywnych nie trzeba udziwniać, wystarczy czasem zmienić tylko jeden, dwa elementy, a reszta już idzie sama.

Czy więc w takim razie „Ci szaleni Polacy” są pozbawieni wad? Niestety, nie. Są to jednak wady, na które można przymknąć oko biorąc pod uwagę konwencję, w jakiej zdecydował się poruszać autor. Tak więc, zgodnie z tytułem, wbrew historii (ja wiem, że to alternatywna wersja, ale ludzi skądś trzeba brać), to Polacy rządzą na froncie, niczym „Czterej pancerni i pies”, co to samodzielnie wojnę wygrali. Alianci dosłownie migają na kartach powieści, wprowadzona Hiszpania ma udział minimalny (a przecież generał Franco miał bardzo konkretne plany wobec Sowietów), a całość opiera się na schemacie, który prowadzi do raczej przewidywalnego finału. Ale przecież po tego typu literaturę sięgamy nie po to, by narzekać, że Kaliningradu w tym czasie nie było, a Beria raczej nie poradziłby sobie bez Stalina i Żukowa. Liczy się to, że możemy pogdybać, co było, gdyby Polska znów liczyła się na świecie, gdybyśmy nie zostali zdradzeni przez wszystkich po II wojnie światowej. Szczególnie w dzisiejszych czasach dobrze sięgnąć po lekturę ku pokrzepieniu serc. A biorąc pod uwagę, że zakończenie serii (sam finał to osobna, dość dyskusyjna sprawa, ale pozostawiająca sporo miejsca na domysły) wyszło Lagenfeldowi najlepiej, warto zapoznać się z cyklem. Pod warunkiem, że wiecie, po co sięgacie.

DC Entertainment
Poprzedni

Nie tylko Legion samobójców – komiksowe drużyny wyrzutków

Media Rodzina
Następny

Nielubiana - spóźnione pierwsze spotkanie z dobrym kryminałem [recenzja]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz