KSIĄŻKI 

Długa chwila ciszy – między Ludlumem i Forsythem [recenzja]

Paul Colize w „Długiej chwili ciszy” pozornie nie proponuje nam niczego nowego. Porusza się w tematyce tajnych organizacji i historycznych tajemnic, a jednak pewien element sprawia, że jego powieść wyróżnia się na tle tego typu literatury – jest nim jej główny bohater.
Polskich czytelników powinien usatysfakcjonować rzetelnie nakreślony obraz naszej ojczyzny, uwięzionej w czasie wojny między dwoma wrogimi jej, zbrodniczymi systemami i ujęte w nim, tragiczne losy pewnej lwowskiej rodziny.

Stanisław Kervyn to po prostu odpychający typ, jest nawet gorszy od popularnych ostatnio, serialowych antybohaterów, bo ci przynajmniej potrafią zaskarbić sobie sympatię widzów. Kervyn jest strasznym, apodyktycznym szefem i traktującym kobiety instrumentalnie seksoholikiem, osobowością z pewnością dysfunkcyjną i na dodatek niesłychanie w sobie zadufaną. A że jest w powieści również narratorem, jego pierwszoosobowe wynurzenia momentami zwyczajnie odstręczają czytelnika. Postawą życiową przypomina trochę bohatera „Łaskawych” Jonathana Littella i to całkiem dobry trop, ponieważ obie książki łączą przedstawione w nich,  historyczne wydarzenia z czasów Drugiej Wojny Światowej.  W „Długiej chwili ciszy” okazuje się, że przerażające doświadczenia porwanych wojenną zawieruchą ludzi, wciąż mogą mieć bezpośredni wpływ na losy ich potomków.

W książce najistotniejszym jest jednak wydarzenie powojenne (fikcyjne, choć brzmią w nim echa tych rzeczywistych), a mianowicie tzw. rzeź w Kairze, podczas której poniósł śmierć ojciec głównego bohatera. 21 sierpnia 1954 roku, grupka niezidentyfikowanych mężczyzna przedarła się na lotnisko  egipskiej stolicy i otworzyła ogień do przebywających w terminalu pasażerów, ponad dwudziestu uśmiercając na miejscu. Późniejsze śledztwo nie przyniosło żadnych rezultatów, sprawców nie schwytano, ani nie zidentyfikowano, prowadzący je funkcjonariusze uznali jedynie, że chodziło o zlikwidowanie pojedynczego pasażera, a reszta ofiar była po prostu wliczonymi stratami.  Odbywający służbową podróż ojciec Kervyna zginął podczas tej masakry, kiedy jego syn miał zaledwie roczek. Przez wiele lat bohater książki prowadził w tej sprawie własne śledztwo, sprawdzając dokładnie przeszłości każdej z ofiar i choć wydał nawet o kairskiej rzezi książkę, nie udało mu się jednoznacznie ustalić, kto był prawdziwym celem zamachowców. Wydaje się być już z tym faktem pogodzony, kiedy tuż po publikacji honorującej pamięć jego ojca, „Zapomnianej ofiary”, zgłasza się do niego anonimowa osoba, która najwyraźniej na temat rzezi w Kairze wie coś nowego.

To tak naprawdę początek zawiłej historii, sięgającej początków Drugiej Wojny Światowej. Mamy jeszcze w książce równolegle toczący sie wątek ocalonego z zagłady Żyda, Nathana Katza, który  wyemigrowawszy po wojnie do USA, wstępuje do tajnej organizacji tropiącej i likwidującej nazistowskich zbrodniarzy. Od razu wiadomo, że życiowe ścieżki Kervyna i Katza w jakiś sposób będą musiały się zazębić, ale autor przez długi czas skutecznie myli tropy i z każdą stroną coraz mocniej intryguje rozległą mozaiką pozornie niepowiązanych wydarzeń, zgrabnie przeplatając fikcję z historycznymi faktami. Polskich czytelników powinien usatysfakcjonować rzetelnie nakreślony obraz naszej ojczyzny, uwięzionej w czasie wojny między dwoma wrogimi jej, zbrodniczymi systemami i ujęte w nim, tragiczne losy pewnej lwowskiej rodziny. Ów wątek bierze się z prostego faktu, że matka głównego bohatera była Polką i to szczególnie w jej przeszłość, zagłębia się podczas na nowo uruchomionego śledztwa, odpychający Stanisław Kervyn.

A właśnie, w pewnym momencie zaczynamy coraz częściej rozmyślać się nad tak nakreśloną sylwetką głównego bohatera (jest jeszcze niespodziewana nota autorska na końcu książki, którą rzeczywiście radziłbym przeczytać po skończonej lekturze). Co wpłynęło na Kervyna, jakąż nosi w sobie zadrę, że w tak wyjątkowo nieprzyjazny i arogancki sposób traktuje ludzi? W tym aspekcie książka Colize’a wykracza poza charakterystyczny dla pokrewnych gatunkowo opowieści wymiar. „Długa chwila ciszy” nie jest jedynie kolejnym, sensacyjno-szpiegowskim i paranoicznym thrillerem w stylu Roberta Ludluma. Z pewnością bliżej jej bardziej do książek Fredericka Forsytha, który w swych bliskich rzeczywistości fikcjach, śmiertelnie poważnie traktował historyczne mechanizmy stojące za prawdziwymi wydarzeniami. Colize idzie jednak jeszcze inną ścieżką, bardziej skupiając się na indywidualnych rozterkach bohaterów, często skrywanych przed światem. Historia staje się u niego odpowiednikiem fatum, które nawet po dziesięcioleciach utrzymuje swój zgubny wpływ, potrafiąc niszcząc życie zarówno ocalałym, jak i potomkom dotkniętych doświadczeniami wojennymi rodzin. Skaza, niestłumiony ból z przeszłości, a także poczucie pustki i niekompletny obraz, brak tej cząstki prawdy, która pozwoliłaby wieść normalniejszy żywot – to one okazują się rządzić poczynaniami dwóch bohaterów tej książki. A historia jest w niej jak nieposkromiony, czający się w ciemnościach ludzkiej duszy demon. Czy jest jakiś sposób, by się od niego uwolnić? Trzeba przeczytać powieść Colize’a, by znaleźć odpowiedź na to pytanie.

paweł gozlinski
Poprzedni

Paweł Goźliński - polskość jest psychopatologią [wywiad]

Uroboros
Następny

Nie tylko "Harry Potter" i "Igrzyska śmierci" – siedem interesujących serii dla młodzieży

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz