KSIĄŻKI 

Dom na wzgórzu – przeprowadzki z duchami [recenzja]

Kiedy kupujesz wielką gregoriańską posiadłość za resztki swoich oszczędności, byli, niechciani lokatorzy to ostatnie czego miałbyś nadzieję doświadczyć. Tym gorzej dla ciebie, jeśli i oni mają podobne zdanie na Twój temat… Brytyjczyk Peter James zabiera nas w podróż do domu na Cold Hill, w którym rozegra się właśnie taka historia.
Choć odwiedzając „Dom na wzgórzu” nie powinniśmy spodziewać się książki klasycznie przerażającej, w pewnych momentach można poczuć się naprawdę nieswojo.

Ollie, Caro i Jade Harcourtowie przeprowadzają się do wiekowego domu na wsi. Budynek jest w opłakanym stanie i jego odpowiednie odrestaurowanie będzie kosztować małą fortunę, jednak tryskający optymizmem, rozkręcający swój internetowy biznes Ollie jest przekonany, że może stać się ich biletem do nowego życia. Tym gorzej, że już wkrótce okazuje się, że szczęśliwa rodzina to nie jedyni mieszkańcy emanującej mrokiem posesji. W domu jest coś jeszcze – i to niekoniecznie mającego przyjazne zamiary. Z początku bagatelizowane, choć zagadkowe i wywołujące chęć drążenia tajemnicy wydarzenia stopniowo zaczynają przybierać coraz bardziej złowieszczą formę i kiedy rezydujący w domu na Cold Hill byt zaczyna fizycznie zagrażać bohaterom, staje się jasne, że bez otwartej konfrontacji ze światem niematerialnym się nie obejdzie.

Peter James to jeden z najbardziej uznanych autorów kryminałów naszych czasów, który choćby ze względu na regularne towarzyszenie policyjnym oddziałom w akcjach czy przesłuchaniach,  jako żywo mógłby stanowić inspirację dla scenarzystów serialu „Castle”. Jego książki (w tym najbardziej znana seria z Royem Grace’em) tłumaczono na 29 języków. „Dom na wzgórzu”  jest pierwszym podejściem Anglika do tematyki paranormalnego horroru. Podejściem, co tu kryć – ze wszech miar udanym.

„Dom na wzgórzu” rozpoczyna się istnym hitchcockowym trzęsieniem ziemi, od początku zwiastując duże tempo. Wrażenie to jest jednak mylące, bo dynamika wydarzeń później nieco zwalnia, ustępując miejsca raczej z wolna sączącemu się klimatowi. Nie oznacza to, że przy książce Anglika się wynudzimy – pomysłów na straszenie James ma całkiem sporo, a kolejne zwroty akcji coraz bardziej będą uświadamiały nas w beznadziejności położenia bohaterów. James bardzo umiejętnie, nieustannie zagęszcza atmosferę i choć odwiedzając „Dom na wzgórzu” nie powinniśmy spodziewać się książki klasycznie przerażającej, w pewnych momentach (jak choćby rozmowa przez FaceTime – czytajcie w nocy!) można poczuć się naprawdę nieswojo.

Bardzo ciekawie w „Domu na wzgórzu” wypada też konfrontacja nowoczesnego, materialnego świata, ze sferą sanctum. Wiara w zjawiska nadprzyrodzone to rzecz na którą w naszych czasach lubi się patrzeć z powątpiewającym uśmiechem i autor doskonale zdaje sobie z tego sprawę, czego daje dobitny wyraz w podejściu bohaterów. Choć James nie bawi się w szczególnie rozbudowane portrety psychologiczne postaci, jego Harcourtowie (z wyłączeniem małej Jade) to ludzie twardo stąpający po ziemi, starający dla wszystkiego znaleźć racjonalne wytłumaczenie – nawet kiedy takowe przeczyłoby zdrowemu rozsądkowi. Po czyjej stronie staje Anglik, łatwo sobie odpowiedzieć, wtórując za słowami jednej z postaci w książce: „Jakie ma znaczenie czy sam wierzysz w duchy, jeśli to one wierzą w Ciebie?”.

Podchodząc do „Domu na wzgórzu” miałem bardzo wygórowane oczekiwania, a zarazem i obawy – te ostatnie jednak, jak się okazało całkowicie bezpodstawne. Najnowsza powieść Petera Jamesa to świetna pozycja na nadchodzące, ciepłe noce i jedna z ciekawszych powieści o tematyce paranormalnej od dłuższego czasu na naszym rynku w ogóle. Sympatyczni (okej, nie wszyscy) bohaterowie, pozornie ograna na cztery strony świata, a jednak potrafiąca zaskoczyć historia i przedziwny, magnetyczny wręcz urok posesji na Cold Hill i okolic sprawiają, że trzysta pięćdziesiąt stron czyta się w zasadzie jednym tchem.  Zdecydowanie warto.

Joseph Michael Linsner DB
Poprzedni

Joseph Michael Linsner - kobiety z piekła rodem [galeria NSFW]

Jeremie Fleury DB
Następny

Jérémie Fleury - pin-up i grafiki koncepcyjne [galeria NSFW]

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski

Urodzony w 1987 roku w Środzie Wielkopolskiej. Z wykształcenia magister Administracji, choć zawodowo związany z branżą logistyczną. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę.

Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Kilkukrotnie wyróżniony w konkursach na opowiadania organizowanych przez portal "Nowej Fantastyki". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz