KSIĄŻKI 

Drugie życie – dziewczyna z sieci [recenzja]

S.J. Watson debiutował bestsellerowym „Zanim zasnę”. Thrillerem, który szybko trafił na wielkie ekrany, a w jego równie przebojowej ekranizacji zagrali Colin Firth i Nicole Kidman. „Drugie życie” to jego druga powieść.

Syndrom drugiej płyty to niestety nie tylko przypadłość branży muzycznej. Drugie dziecko, będące sprawdzianem potencjału artysty, to rzecz w sztuce absolutnie powszechna i naturalna. Lęk przed drugim dzieckiem wzrasta zazwyczaj w chwili, gdy pierwsze odnosi spektakularny sukces. A S.J. Watson należy właśnie do tego grona autorów, po których spodziewano się więcej. „Zanim zasnę” było rynkowym zjawiskiem, które porównać można do szumu jaki towarzysz dziś „Dziewczynie z pociągu”. Błyskotliwy debiut rozpieszczany zarówno przez krytyków, jak czytelników. Napisanie kolejnej powieści zajęło mu cztery lata. Kiedy w końcu „Drugie życie” się ukazało… No właśnie… Medialnego szału nie było.

Powód? Ano niestety to nie jest dobra powieść. Lub inaczej. To powieść, która w niemal mechaniczny sposób powiela konstrukcję debiutu, z tą różnicą, że tu bohaterka jest w puencie o wiele mniej sympatyczna. A zatem mamy tu znów kobietę, która prowadziła wydawałoby się zwyczajne życie. Dawno temu Julia była obiecującą fotograf, ale zrezygnowała z kariery wiążąc się ze starszym od siebie mężczyzną. Z artystycznej (czytaj destrukcyjnej) nie zrezygnowała za to jej siostra – Kate. Pewnego dnia Julia dowiaduje się, że Kate została zamordowana. Kiedy okazuje się, że policja planuje umorzyć sprawę, kobieta zaczyna prowadzić prywatne śledztwo.  To zaś szybko zaprowadzi ją do świata tajnych internetowych schadzek i bardzo podejrzanych osobników.

Mimo iż Watson powiela tu konstrukcję z „Zanim zasnę” – kobieta w opałach, która musi odkryć, co jest prawdą a co ułudą, fabularnie trudno „Drugiemu życiu” coś zarzucić. Autor wie jak splatać ze sobą wątki i potrafi wodzić czytelnika za nos. Problem „Drugiego…” leży bowiem nie w konstrukcji, a tym jak jest napisane. Już w „Zanim zasnę” Watson nie czarował czytelników stylem. Tam jednak mieliśmy do czynienia z bohaterką, która każdy nowy dzień zaczynała na nowo, a programowy brak stylu autora nie tylko nie drażnił zbyt mocno, ale i wpisywał się w rytm opowieści.

Tu jest inaczej. Historia walącego się w gruzy życia Juli powinna teoretycznie pulsować emocjami, ale tych tu nie uświadczymy. Watson pisze dokładnie takim samym językiem, jakim napisane są podręczniki szkolne. Zimnym i pozbawionym polotu. Przez co „Drugie życie” zamiast wciągać (a powinno) zaczyna nużyć, a bohaterka powoli obojętnieje. Choć po prawdzie – nie to jest w „Drugim życiu” najgorsze. Drętwy język można wybaczyć. Postaci, które mówią do siebie w taki sam sposób także. Ale zamordowania jednej z najlepszych puent jakie ostatnio wymyślono w rozrywkowej literaturze już nie. Mieć taką końcówkę i tak beznamiętnie ją rozpisać. Boli. Zwłaszcza, że mocnych puent ostatnio w thrillerach jak na lekarstwo.

mat. pras.
Poprzedni

Chłopaki po przejściach – siedem płyt dla muzycznych konfederatów

Werner Herzog na planie "Grizzly Man"
Następny

Werner Herzog - fakty nie tworzą prawdy [wywiad]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz