KSIĄŻKI 

Drużyna #6: Nieznany ląd – zaskakująco wysokie loty młodych Skandian [recenzja]

John Flanagan nie próżnuje. Właśnie zaserwował swoim fanom szóstą odsłonę przygód młodych Wikingów, to znaczy Skandian. I wbrew prawom serii, funduje jedną z najlepszych książek w swojej karierze.

Cykl „Drużyna” jest młodszym bratem „Zwiadowców”, sagi, która przyniosła Flanaganowi sławę i bogactwo. Nie da się uniknąć porównań z większą serią, tym bardziej, że obie zazębiają się sprytnie na terenie Skandian, a niektórzy bohaterowie pojawiają się w obu cyklach. Porównania te implikują również oczywistą kwestię odcinania kuponów lub wtórności skierowanej na łatwy zysk. Problem w tym, że te implikacje są raczej chybione. O ile można doszukiwać się pewnych uproszczeń i podobieństw (Halt w „Zwiadowcach”, Hal w „Drużynie”), to opowieści o grupie młodych Skandian biegających w czapkach z wdzierganą czaplą są zdecydowanie bardziej młodzieżowe niż coraz poważniejsze tomy o sprytnych łucznikach i szpiegach. Mimo całkiem zgrabnie rozplanowanych intryg i fabuł nie dających zamknąć się czasem w jednym tomie, dotychczasowe odsłony „Drużyny” dostarczały jedynie niezobowiązującej rozrywki, głównie dla chłopców, pozwalając cieszyć się kolejnymi sukcesami załogi Czapli, a całość podkreślały jeszcze infantylne wręcz opisy uczty, w trakcie których odśpiewywano sagi na cześć bohaterów. Ma to swój urok, niemniej byłem pewien, że do poziomu „Zwiadowców” drugi cykl Flanagana nigdy się nie zbliży. A jednak…

Flanaganowi udało się przeforsować tu kilka wątków i ostatecznych konkluzji, które pozostawią młodego, wrażliwego czytelnika z poczuciem smutku i zadumy

W szóstym tomie radosna ekipa młodocianych herosów trafia na kilkudniowy sztorm, który wyrzuca ich na pełne morze. Wprawdzie nie straszne im są dalekie podróże, ale tym razem okazują się być całkowicie zagubieni. Decyzją Hala kierują się dalej w wyznaczonym kierunku, rozsądnie obalając teorię o płaskim kształcie Ziemi. Jak wskazuje tytuł, docierają na nieznany ląd. I tu rozpoczyna się jedna z najciekawszych opowieści opisanych przez autora „Zwiadowców”. Flanagan wielokrotnie opierał się na znanej historii powszechnej łącząc sprytnie rozmaite historie oraz przetwarzając je na potrzeby swojego świata, ale nigdy dotąd nie zrobił tego w sposób tak udany i świadomy. Drużyna Czapli nie tylko będzie miała okazję zbadać nowy kontynent, jak się można domyślić, nieuniknione będzie spotkanie z tubylcami. Jak zakończyło się spotkanie Indian z Wikingami, a kilkaset lat później z Hiszpanami wiemy z historii. I echa tych wydarzeń odbijają się w „Nieznanym lądzie”, choć Flanagan robi to w typowy dla siebie sposób, nie mówiąc niczego wprost, nie nazywając rzeczy po imieniu, jedynie podsuwając pewne wątki i skłaniając do przemyśleń. Tak, bo choć akcji i gwałtownych zwrotów zdarzeń prawem cyklu nie brakuje, to jednak wydarzenia rozwijają się bardzo powoli, a dużo miejsca poświęcono na zderzenie dwóch jakże odmiennych kultur i obyczajów. Jeszcze bardziej zaskakuje finał. Pomijając fakt, że spodziewałem się znów rozciągnięcia zdarzeń na dwa tomy, zdziwiła mnie dojrzałość opowieści, wydźwięk zamykających ją rozdziałów. Niby nie dokonała się tutaj żadna rewolucja, niby wciąż mamy do czynienia z młodzieżowym fantasy wysokiej klasy, ale jednak Flanaganowi udało się przeforsować tu kilka wątków i ostatecznych konkluzji, które pozostawią młodego, wrażliwego czytelnika z poczuciem smutku i zadumy. Są bowiem w historii naszego świata sprawy, o których zapomnieć nie wolno, nawet jeśli przypominać ma o nich pozornie lekka lektura.

new blood poster
Poprzedni

New Blood - lepszy sort emigrantów [recenzja]

Hush
Następny

Hush - śmiertelny pojedynek w ciszy [recenzja]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz