KSIĄŻKI 

Dygot – mięsista, mocna powieść [recenzja]

Pięknie rozwija się Jakub Małecki – od przeciętnych opowiadań, którymi niepotrzebnie szokował czytelników, przez coraz lepsze powieści z elementami nadprzyrodzonymi, po rasową powieść z historią Polski w tle.
Na poziomie emocjonalnym „Dygot” to mięsista, mocna powieść. Małecki panuje nad postaciami i żongluje emocjami czytelników świadomie z mistrzowską wprawą.

„Dygot” zaczyna się w roku 1938. Polska prowincja. Jan Łabendowicz poznaje Irenkę, której matką ponoć jest lokalna wariatka. Młodym jednak to, co ludzie opowiadają, nie przeszkadza. Rodzi się miłość, której nie zniszczy nawet wybuch wojny. Kiedy pewnego dnia Jan oszuka uciekającą przed Armią Radziecką Niemkę, ta rzuci urok na jego przyszłe dzieci. Oby diabeł ci się urodził… I rodzi… albinos Wiktor.  Pewnego dnia Wiktor pozna Emilkę – poparzoną od wybuchu granatu dziewczynę, którą prześladuje cygańska klątwa.

Małecki przez swoich bohaterów, naznaczonych przez los odmieńców, snuje opowieść zarówno o Polsce ostatnich siedemdziesięciu lat, jak o wykluczonych ze społeczeństwa, naznaczonych, którzy próbują żyć po swojemu, choć życie i otoczenie ich nie rozpieszcza.

Na poziomie emocjonalnym „Dygot” to mięsista, mocna powieść. Małecki panuje nad postaciami i żongluje emocjami czytelników świadomie z mistrzowską wprawą. Dzięki temu „Dygot” nawet na chwilę nie popada w emocjonalny banał i nie próbuje nas szantażować (co chyba stało się w ostatnim czasie naczelną specjalizacją polskich pisarzy). Małecki po prostu opowiada, a z każdą kolejną stroną jego opowieść staje się coraz bardziej mroczna i pozbawiona złudzeń. Mocne, ale jak doskonale wiemy walka z demonami i fatum z góry skazana jest na porażkę. Znakomicie opisaną dodajmy. Pełną tytułowego dygotu i nerwu.

Jeśli miałbym coś Małeckiemu zarzucić w „Dygocie” to tylko jedno – zbyt szybkie tempo. Jakkolwiek dziwnie ten zarzut zabrzmi, po prostu „Dygot” czytało mi się za szybko. Chciałbym żeby Małecki na chwilę zwolnił, żeby porzucił na moment swoich bohaterów i zajął się tłem. Bo jedyną rzeczą, która w „Dygocie” mi przeszkadzała (czy bardziej irytowała), to tendencja autora, do szybkiego skreślania ciekawie zarysowanych postaci drugoplanowych. Zupełnie jakby pisarz bał się rozpędzić. Jakby zależało mu, aby opowieść o Polsce i Polakach zamknąć w trzystu stronach. Przy jego talencie narracyjnym kolejne dwieście w żaden sposób „Dygotowi” by nie zaszkodziło, a z powieści bardzo dobrej zamieniłoby go w powieść wybitną. Ale nie będę marudził. Może kiedyś Małecki zwolni. Wtedy, jestem przekonany, stworzy arcydzieło. Stać go na to. „Dygot” tylko potwierdza fakt, że należy do czołówki młodego pokolenia.  W sumie to już chciałbym przeczytać jakąś jego nową powieść.

cooties-poster
Poprzedni

Szkolna zaraza - dzieci zombie [recenzja] [film]

The-Faculty-poster
Następny

Oni - nie straszny, ale dowcipny [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz