KSIĄŻKI 

Dym i lustra – Prostota i geniusz [recenzja]

Całkiem niedawno omawialiśmy tutaj najnowszy zbiór opowiadań Neila Gaimana: „Drażliwe tematy”. Nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy przypomnieli o bodajże najsłynniejszym, tym bardziej, że wydawnictwo Mag właśnie wznowiło go w nowej szacie graficznej.

„Dym i lustra”, bo o nim właśnie mowa, to antologia tekstów wszelakich, jakie przez lata autor powysyłał do różnych wydawnictw i antologii. Wiele z nich to utwory wczesne, kiedy twórca „Amerykańskich Bogów” nie miał jeszcze zapewnionej pozycji Mistrza Fantastyki. Nie znaczy to wcale, że są to dzieła kiepskie, czy mało znaczące. To co się rzuca w oczy to ich prostota i różnorodność, świadcząca nie tylko o wielkiej wyobraźni, ale i zabawie, jaką Gaiman niewątpliwie czerpał z tworzenia tych krótkich historyjek. Jak sam zresztą przyznaje we wstępie, objaśniającym genezę poszczególnych opowiadań i wierszy, chociaż niemal wszystkie powstały na zamówienie do konkretnych antologii i magazynów, to podstawą ich były pomysły, które zagnieździły mu się w głowie przez lata i chciał się ich po prostu pozbyć. Znajdziemy więc tutaj i science-fiction i horror, kryminał i poezję, bajki dla dzieci i realizm magiczny, i fantasy, i erotykę, i dramat. Wszystko co tylko pozwoliło wyrazić autorowi gnieżdżące się w jego głowie pomysły, a nierzadko również złożyć hołd swoim mistrzom. Siłą rzeczy poziom tych tekstów jest również bardzo różnorodny, trzeba jednak uczciwie przyznać, że poniżej pewnej normy Gaiman nie schodzi. Nie jest to łatwe zadanie przy zbiorku zawierającym w sumie trzydzieści sześć opowiadań.

Poniżej pewnej normy Gaiman nie schodzi. Nie jest to łatwe zadanie przy zbiorku zawierającym w sumie trzydzieści sześć opowiadań.

Wspominałem gdzieś niedawno, że z twórczością autora rozmijałem się przez lata, a jeśli już coś wpadło mi w ręce, okazywało się raczej lekką literaturą młodzieżową niż wiekopomnymi dziełami, z których autor słynie. Nieistotne, że zaległości nadrobiłem. Istotne jest to, że dawno temu, wpadła mi w ręce antologia „Dom bez powrotu”, gdzie rozmaici autorzy prezentowali „mistrzostwo psychologicznego horroru” (cytat z okładki). Pamiętam, że ostatecznie bardzo się tym zbiorem rozczarowałem, w pamięci utkwił mi tylko tekst „Kocięta” Deana R. Koontza i bardzo dziwaczne, ponure opowiadanie, którego tytułu i autora zapomniałem. Oba zafascynowały mnie tak bardzo, że sam złożyłem im jakiś hołd w swoich próbach literackich. Jakież było moje zdziwienie i radość, gdy odkryłem, że ów zapomniany tekst to”Kiedy pojechaliśmy obejrzeć koniec świata, Dawnie Morningside, 11 lat” i znalazłem go właśnie w „Dymie i Lustrach”. Okazało się więc, że Gaiman odcisnął na mnie swoje piętno tak subtelnie, że nawet tego nie zauważyłem. Tym zbiorem robi to jeszcze silniej.

Tego typu książek nie da się streścić ani opowiedzieć, jeszcze trudniej polecić je komuś konkretnemu, zgodnie bowiem z tytułem, są to lustra, w których odbija się wrażliwość i mentalność czytelnika, zniekształcona przez kreowany przez Gaimana dym. Dlatego każdy odnajdzie tu coś dla siebie, jak również niemal pewne jest, że znajdzie tu utwory, które kompletnie do niego nie trafią. Mnie siłą rzeczy zachwyciły wszystkie teksty nawiązujące do Mitologii Cthulhu i H. P. Lovecrafta, z przezabawnym „Kufelkiem starego Shoggotha” na czele, ale również poruszyły mnie bardziej nostalgiczne teksty jak „Szukając dziewczyny” czy „Prezent ślubny”. Nigdy nie wyrzucę już z pamięci makabrycznej wersji Królewny Śnieżki („Szkło, śnieg i jabłka”) ani brutalnego tryptyku („Pożarty”, „Biała droga”, „Królowa Noży”) i wielokrotnie będę wracał do przejmujących tekstów:„Mysz” i „To tylko kolejny koniec świata, nic więcej”. W tym też tkwi siła tego zbioru. Pozornie jest on dziełem skończonym, ale poruszający się dym sprawia, że za każdym razem rzeczywistość odbita w lustrach wygląda inaczej. Tak i czytelnik z biegiem czasu i zmieniającym się bagażem doświadczeń odnajdzie w nich coś zupełnie innego.

P.s.

Nowe wydanie oprócz twardej oprawy otrzymało dodatkowo nową okładkę autorstwa Dagmary Matuszak, znakomicie komponującą się z „Drażliwymi tematami” i zapowiedzianymi „Rzeczami ulotnymi”. To trzeba mieć na półce.

Albatros
Poprzedni

Mroczna Wieża #2: Powołanie trójki - Saga nabiera rumieńców [recenzja]

CBS
Następny

Serialowe trendy # 2: Paranoja

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz